Jako, że nudzi mnie w kółko pisanie tego samego, postanowiłam ogólnie podsumować obecny sezon.

Żale i nie tylko ;) znajdziecie poniżej.
Spoilery tradycyjne!

1. Rzecz najważniejsza. Bardzo chciałabym, aby “O mnie się nie martw” otrzymało kolejny sezon.
Mam niestety wrażenie, że oglądalność już leży i kwiczy.
Bardzo brakuje mi seriali obyczajowych w polskiej telewizji, nie mówiąc już o takich, które mają komediowe zacięcie. Mimo, że “nie wyglądam”, to naprawdę celebruję każdą sobotę z prapremierą i chyba po “Grze o Tron” i “This is Us” to właśnie na przygody Małeckich i Kaszubów wyczekuję cotygodniowo.
Kwestia przyzwyczajenia i sympatii do bohaterów.

2. Nie przeszkadza mi brak Igi Małeckiej.
Zanim bohaterkę (na prośbę aktorki) uśmiercono, zdarzały się przecież sezony, w których była całkowicie niedostępna. Oczywiście wyjazd, czy pobyt w szpitalu rozgrywano inaczej - rodzina nie miała traumy, a ukochany nie pogrążał się w żałobie.
To jest inny sezon, jednak w pełnym rozliczeniu jest podobny do poprzednich - całą robotę robi drugi i trzeci plan.

3. I tutaj prawdy słów kilka. O ile bez Jadwigi “O mnie się nie martw” da sobie radę, to już bez Krzysztofa niekoniecznie.
Paweł Domagała jest motorem napędowym odcinków. To jedyny bohater, dla którego ten serial jeszcze istnieje, jest komentowany i lubiany.
Niejednokrotnie narzekałam na improwizacje, które ostatecznie okazywały się parodiami. Bo tak też było. Umiar jest potrzebny we wszystkim.
Wkoło Małeckiego powstają jednak wyspy, komediowe zatoczki wykorzystywane do dnia dzisiejszego. Pomyślcie, jak “O mnie się nie martw” brzmiałoby teraz tylko z sądowymi/kancelaryjnymi wątkami. Bez Sylwii, Irenki, kolegów, Pantery, byłych mężów, kobiet i innych.

4. Szkoda, że ich tak mało.
To co było najlepsze, najbardziej komediowe, gdzieś się po drodze wypaliło.
Chłopaki od elektrośmieci w zasadzie nie istnieją. Tak się cieszyłam na powrót Wojtka (już nie wracajmy do jego chorej relacji z psem), a dostaję jakieś biedne urywki z pierdołami. Jacunio jest gdzieś w Niemczech.

Takie diamenty zepchnąć na plan dalszy? A w zasadzie całkiem z nich zrezygnować?
Podobnie jest w przypadku rodziny Małeckiej. Powrót ojca był świetny, a trwał tylko jeden odcinek. Dlaczego?

5. Irenka to już osobny temat. Przecież ona się powoli cofa w rozwoju! Inteligentna, cudowna “Perfekcyjna”, wydająca książki pod pseudonimem, jest używana w szczątkowych scenkach przy stole.
Rozumiem, że nie musi mieć rozpisanej “miłości” - niekoniecznie dla kobiety źródłem satysfakcji jest posiadanie faceta, któremu się gotuje i usługuje.
Dramatycznie mnie wkurza fakt wykorzystywania rewelacyjnej postaci do opieki nad dziećmi, polewania nalewki i nakładania śmietany na czoło rozgrzanego Niemca.

6. Andreas i inni.
Mam wrażenie, że nikt nie interesuje się bohaterami z przeszłości, którzy wnosili do scenariusza mnóstwo energii, pomysłów i serca.
Pomijając już kumpli Krzysia, ojca z Francji, czy jego femme fatale (nadal tęsknię), co sezon dostajemy kolejnego śmiałka-śmieszka i nowe problemy. I co sezon jest gorzej i durniej. Co powiecie na miłosne perypetie mechanika samochodowego i zakochanej w Seniorze Iwonce?
Są też postacie potrzebne do fabuły, świeżynki intrygujące, których zadaniem jest mieszać. Ja nie o tym ;)

7.  Nie trawię stażystów. Tak jak pisałam w recenzjach - to jest dla mnie wątek zbyt rozciągnięty i czasochłonny.
Nie nawiązałam z nimi żadnej relacji. Jako widz - jestem znużona, a na wiadomość o pozostawieniu całej trójki w serialu - serio… Wkurzyłam się.
Tu romanse z ojcem, tu Patryk zakochany w rudej prawniczce po minucie rozmowy. “Dejta” spokój.
Kiedyś pisałam o “nowej krwi” w Kancelarii. Jeden, a mocny motyw. Taka kolejna Sylwia, czy Marta. Osoba z “jajami”, charakterna, intrygująca. Co dostaliśmy?
Język wywalony przez sekretarkę zrobił więcej roboty, niż w/w osoby.

8. Dzieci.
O ile córki Igi były zawsze ważne dla fabuły, tak obecnie mam już przesyt sprawami szkolnymi.
Biedny Marcin nie robi już nic ponad ratowanie córeczek z “opresji”. Jak nie Oli, to Helenka. Jak nie dręczenie i pogadanka o kradzieży, to Zbysio w przedszkolu.
Ciekawe, czy jakikolwiek inny rodzic ze stałą pracą miałby tyle czasu na rozmowy z nauczycielkami?
Ostatni odcinek o molestowaniu seksualnym był wyjątkiem. Rozumiem i doceniam pracę scenarzystów i małoletnich aktorów, w poruszaniu tak trudnych tematów.
Tylko proszę - może już wyjdźmy z sali szkolnej na świeże powietrze ;)

9. Bardzo podoba mi się czas żałoby. Uważam, że Marcin nie może związać się z żadną kobietą - przynajmniej nie na tym etapie życia i denerwują mnie wszelkie próby delikatnego “swatania”.
Lubię jego irytacje i melancholie. Podoba mi się jak walczy o prawo do spania z żakietem ukochanej. Gdyby jeszcze dał radę posklejać rodzinę, odrobinę opuścić gardę i spuścić z tonu - byłoby idealnie. Tutaj właśnie potrzebna jest pomoc psychologa.

W temacie.
Jestem zaskoczona jak produkcja wybrnęła z relacji na linii Paweł - Sylwia. Kolejny ważny temat czyli DDA.
Naprawdę dobra, mocna historia i ukazanie widowni, że to nie jest kwestia “trudnego charakteru”, tylko wydarzeń z przeszłości mających wpływ na psychikę dorosłego dziecka. Brawo!

10. Podsumowanie.
To nie jest zły sezon. On jest inny. Wydarzenia sprzed prawie dwóch lat mocno zmieniły percepcję głównych bohaterów. Utrata ważnego członka rodziny nie została zamieciona pod dywan, tylko nadal jest tematem numer 1.
Nie dziwię się smutkowi Marcina, czy dzieciaków.
Jedynie czego żałuję to właśnie drugi plan i całkowity brak pomysłów.

I ci stażyści… Brrr!