Trzy, nowe produkcje, które miałam okazję nadrobić w weekend. Bez zbędnych analiz - wszystkie trzy seriale przypadły mi do gustu i z pewnością poświęcę im kilka tygodni.
Na razie, w oczekiwaniu na kolejne odcinki polecam.

Recenzje będą krótkie, być może zupełnie zmienię zdanie w połowie sezonu ;) + oczywiście nie chce Wam zdradzać zbyt wielu szczegółów.

Miejsce 3 - Banshee
W roli głównej Antony Starr (który w zbliżeniach kamery momentami przypomina mi Marcina Dorocińskiego). Serial opowiada o byłym skazańcu, który trafia do małego miasteczka w poszukiwaniu ukochanej (i skradzionych diamentów).
Okazuje się, że już podczas pierwszych godzin pobytu staje się świadkiem strzelaniny w barze, podczas której ginie nowy szeryf (na tyle nowy, że nikt - włącznie z burmistrzem go nie zdążył przywitać).
Lucas zakopuje zwłoki, zabiera odznakę i zaczyna pracę jako przedstawiciel prawa.
Dużo wątków, kilka naprawdę ciekawych postaci drugoplanowych (na szczególne wyróżnienie zasługuje Ulrich Thomsen jako Pan Proctor były Amisz i bezwzględny właściciel kilku nie tylko legalnych firm).
+ mocne sceny erotyczne.

Miejsce 2 - Legit
Uwielbiam poczucie humoru Jim’a Jeffries’a i jego występy “stand up”. Jedzie po bandzie po religii, orientacji seksualnej itp.
Serial bez podkładanego śmiechu, z dobrze napisanymi dialogami - oczywiście kontrowersyjnymi.
Jimm w “Legit” gra siebie - komika z Australii, który prowokuje na każdym kroku i zraża do siebie ludzi.

Bardzo szybko dostajemy wątek z Billym, który jest sparaliżowany, a ma ochotę (jakby to napisać…) zasmakować kobiety.
Z tą niecodzienną prośbą zwraca się do swojego przyjaciela, który nie dość, że umożliwia mu taki wyjazd to jeszcze proponuje wspólne mieszkanie (podczas którego po raz kolejny przełamuje swoje “seksualne” bariery).
Świetny DJ Qualls, którego z pewnością pamiętacie z ról komediowych (m.in. “The New Guy”)

Miejsce 1 - The Following
Zmartwiła mnie informacja o spadku oglądalności tego serialu, bo jestem bardzo ciekawa co scenarzyści wymyślą w kolejnych odcinkach i szkoda, gdyby zakończył się po pierwszym sezonie (chociaż być może to będzie wybawieniem - pamiętam o Prison Break hehe ;)
Na razie jest świetnie. W roli starszego agenta, z problemami alkoholowymi i zdrowotnymi Kevin Bacon. Agent złapał pewnego psychopatę kilka lat temu, osadził w więzieniu i nagle dowiaduje się, że jego największy wróg jest na wolności.
Chodzi o mordercę ludzi, przede wszystkim kobiet, wokół którego narodził się pewien “kult”.
Po dwóch odcinkach najbardziej podoba mi się to, że nie wiem kto jest dobry, a kto zły - psychol - pisarz manipuluje swoimi fanami i żaden widz nie jest pewny, w którym momencie zobaczymy kolejne zwłoki - co gorsza z wyciętymi gałkami ocznymi…

Jak widzieliście którykolwiek z w/w tytułów dajcie znać. Jeśli możecie coś polecić - z góry dziękuję. Przede mną jeszcze kilka seriali :D