Wyszedł film na DVD, a że od dawna miałam chrapkę zobaczyć w/w dzieło…
Do kina nie zdążyłam, a raczej przyznam się Wam szczerze - przeczytałam na facebooku w komentarzach mocno niepochlebną opinię i postanowiłam z premedytacją poczekać.

Na filmweb.pl grono ludzi rozpływa się w zachwytach. Te komentarze to już nie jest dla mnie żadne źródło wiedzy i raczej nie ma co się sugerować. Grono przekupionych klakierów okrzyknęło onegdaj “Weekend” przełomem i rewelacyjną rozrywką w zachodnim stylu ;) (Niestety byłam na premierze, widziałam i bolało ;)

Jak pewnie pamiętacie film debiutował w okresie Walentynek, więc idealnie wpasował się w klimat. Grana w RMFie piosenka podsycała chęć spotkania z kulturą wyższą w akompaniamencie chrupania popcornu.
Odczekałam.
I cieszę się dzisiaj jak dziecko z powodu zaoszczędzenia 100zł :)

Zacznijmy jednak od początku.
Liczyłam kilka razy, do pomocy wezwałam Wikipedię. I nijak nie wychodzi mi, że “W 7 rzeczach” było 7 głównych bohaterów.
Podam nazwiska:
Paweł Domagała - Filip, Zbigniew Zamachowski- Ricky, Maciej Zakościelny- Kordian, Mikołaj Roznerski - Tomasz, Leszek Lichota - Stefan, Piotr Głowacki - Jarosław.

Wgłębiłam się w temat, poczytałam. Niektórzy mówią, że Piotr Polk w roli Prezesa był 7dmą odsłoną, inni twierdzą, że to plakatowy Krawczyk, a jeszcze inni, że siódmym był Feliks Matecki w roli Olka.
To 7 rzeczy, czy 6? A może raczej 8?

W zasadzie jest to tak nieistotne, że żal mi mojego cennego czasu na poszukiwania ostatniego “członu” związanego z tytułem.
Film jest po prostu nudny. Szkoda kilku dobrych aktorów, którzy plątają się po lokacjach i  nie mają czego grać.
Nad Paniami ubolewam. Scenariusz zrobił z nich karykatury. Wymienię jedynie chrapanie Alicji Bachledy Curuś, czy szalone tańce na stole Panny Halejcio. Na deser Pani Kurdej-Szatan w roli słodkiej idiotki…
Szczerze mówiąc najbardziej podobała mi się Magdalena Schejbal, która przebrana za “BrzydUlę” pojawiła się tylko na minutę.

Panowie robią co mogą.
Zakościelny z miną zbitego psa musi współpracować z Zamachowskim, który jako przebrzmiała gwiazda muzyki szykuje się do koncertu i komponuje idiotyczne rymowane piosenki.
Kordian jak jego literacki pierwowzór to prawdziwy bohater. Musi przecierpieć żałosnych wyjców w imię wyższych celów, czyli nowego Porshe. ;)

Paweł Domagała po raz kolejny wciela się w niefrasobliwego idiotę, który na podżyrowany kredyt otwiera restaurację. Super pomysł na zapewnienie dobrobytu ukochanej i nienarodzonemu dziecku.

Roznerski w okularkach “kujonkach” na początku sprawia wrażenie ciapy. Szybko okazuje się, że chłopak rewelacyjnie radzi sobie w świecie reklamy, a jego jedyną bolączką jest seks z jedną i tą samą kobietą.

Uwielbiam Piotra Głowackiego, jednak grany przez niego Jarosław - urzędnik szukający miłości i posiadacz “Fuja” jest tak przekoloryzowany, że uznaję go jedynie w kategorii “parodia”.

W gronie kolegów, którym scenariusz nie pomagał Leszek Lichota zdecydowanie wybija się na prowadzenie. Oczywiście jego napady agresji był mocno przewidywalne, a reżyser w trakcie seansu musiał widzom kilkakrotnie przypominać o Afganistanie i PTSD.
Największym plusem były spotkania z ojcem (Pan Opania).

Żaden wątek mnie nie rozbawił, żaden nie wzruszył - a chyba po to są tworzone komedie romantyczne?

7 rzeczy to kolejna “popierdółka” z przepięknymi zdjęciami Warszawy w tle.
Nie będę porównywać w/w dzieła do Planety Singli, bo to byłoby mocno nie fair ;)
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że na polskim rynku pojawiły się dużo gorsze produkcje - i biorę to pod uwagę przyznając bobry.

Myślę, że 1,99 będzie dobrą oceną.
A wysyłam 2 :)