Wraz z początkiem nowego roku postanowiłam sobie, że lepiej napisać “COŚ” w trzech słowach, niż nie pisać o tym wcale.

Tytuł serialu, to oczywiście numer w USA, pod który dodzwoni się każdy człek potrzebujący pomocy.
Z naciskiem na strażaków, policjantów i lekarzy.

Po pierwszym odcinku dowiedziałam się, że produkcja wyszła spod “ręki” Ryana Murphy’ego - twórcy zarobionego, aczkolwiek nieszablonowego ;) (Spójrzmy na te wszystkie AHS, ACS, czy inne Królowe krzyku). Zdziwiłam się, bowiem 9-1-1 jest w tym towarzystwie taki… normalny.

FOX zadowolony z wyników oglądalności zamówił już drugi sezon.

Pilot był naprawdę obiecujący, jednak im dalej w las tym gorzej. Patetyczne rozmowy, coraz więcej bohaterskich akcji, jakich nie powstydziłby się Superman, czy inny Batman, a na deser seksualne rozmowy jednej z par, która mogłaby zostać w relacjach przyjacielskich ;)

Mam też zastrzeżenia co do ilości bohaterów pierwszoplanowych - policję reprezentuje jedna Pani (wraz z wątkiem męża - geja), jest dyspozytorka, strażacy: Bobby - szef, Buck - napalony młodzieniaszek i Henrietta (czarnoskóra lesbijka).

Każdy odcinek to nowe przypadki - typowy “procedural” z “amerykańskim” zacięciem. Nie ma co się doszukiwać głębi, czy wielkiego warsztatu aktorskiego. To jest po prostu rozrywka w czystej formie.

Po 5 odcinkach 2,5 bobra.