Po trzech odcinkach mogę śmiało napisać: Drugi sezon zupełnie nie trafił w moje gusta.

Oglądam bez większego entuzjazmu i w zasadzie powoli mam w nosie odpowiedź na pytanie: “Kto jest tytułowym Agentem”.
Oczywiście przyroda piękna, Argentyna i jej krajobrazy są powalające… ALE.
Uczestnicy są okrutni. A tego naprawdę nie znoszę.

Banda podzieliła się na kilka obozów i podobnie jak w Licem są Ci “Popularni”, ich klakierzy, “Neutralni” i niewielka grupka “Odmieńców”.

Nie będę pisać epopei - przynajmniej na razie ;)
Ale mam alergię na dręczycieli. I dorosłych mężczyzn (chociaż w przypadku Alana i Kędziora przesadziłam z tym określeniem), którzy od świtu do nocy upokarzają słabszych psychicznie i fizycznie.
Wtórują im Panie.
Jak dla mnie trochę wstyd.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w ekstremalnych warunkach niecodzienne indywidua mogą irytować - inny rodzaj poczucia humoru, czy nawet tembr głosu drażnią…

Po dzisiejszym odcinku poczułam się źle. Te ustawki i umawianie się na “wkręcenie” Niecika.
I śmichy z Mateusza, któremu zatonęła walizka. O już widzę jak w identycznej sytuacji zachowałaby się którakolwiek z Pań…

Obrażanie, całkowity ostracyzm, szepty ko kątach, brak akceptacji.
Zero empatii.
Mam nadzieję, że którykolwiek z tych, który dzisiaj śmiał się ze słabszych, kiedyś w życiu doświadczy podobnego upokorzenia.
Albo i Nie.
Serio nikomu tego nie życzę.

Karma wraca. A Agent jest wypełniony idiotami na wakacjach, którzy zachowują się jak grupa pryszczatych licealistów.

Celebryci…