W trzech słowach po pierwszym odcinku.
Pamiętacie małpkę, która pojawiła się w filmach “Kac Vegas w Bangkoku” i “Noc w Muzeum”? - to zwierzątko ma na imię Crystal i w serialu Animal Practice gra postać o imieniu Dr. Rizzo. Jest mądra, śmieszna i dodatkowo jej pojawienie się w serialu wzbudza zachwyt i wywołuje uśmiech.
Każdy, kto posiada jakieś zwierzę (np. jak w moim wypadku kota) marzy o tym aby mieć w domu taką pociechę.

Bo małpka nie dość, że słodka to i przydatna. Proszona zamknie drzwi, przyniesie potrzebne rzeczy i skutecznie wygoni intruza.
W serialu majestatycznie nosi fartuch, jeździ na obchód karetką, potrafi w mig spakować swój dobytek (łącznie z wyłowieniem rybek).

Rozmarzyłam się... Po powrocie do domu zamiast śpiącego i głodnego kota, widzimy umyte naczynia i rozwieszone pranie ;)

Ale dość o małpce. W roli Dyrektora - Georga - Justin Kirk, którego doskonale znam z serialu Trawka. I bardzo lubię tego aktora. W roli jego byłej dziewczyny, która nagle została dyrektorem klinki dla zwierząt - Joanna Garcia Swisher (za którą nie przepadam).

Reszta personelu obsadzona rewelacyjnie - wyróżnię tylko Betsy Sodaro i Bobby’go Lee.

Akcja taka sobie. Główny bohater - niczym Dr House nie przepada za ludźmi, leczy zwierzęta i jest hazardzistą.
Świetny wątek z ojcem dziewczynki, której piesek połknął rzecz należącą do jej tatusia. Tatuś nie ma ochoty płacić za operację, więc od razu proponuje “uspanie” yorka.
Jak to się rozwinie - musicie zobaczyć.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby już w pierwszym odcinku scenarzyści nie wstawiali nam całej miłosnej szopki byłych zakochanych, którzy obecnie muszą ze sobą pracować. Ucieczki z ukrywaniem się, rzucanie pracy w imię: “Nie mogę z tobą pracować”, aby w finale wszystko wróciło do normy.

20 minut, to za mało nawet dla Shondy i jej rozterek rodem z Chirurgów. Za szybko i w zasadzie bez sensu plątają się sceny z duszeniem przez Boa jednego z pracowników (bardzo komediowe), z rozterkami głównego bohatera o decyzji opuszczenia kliniki.

Oczywiście zobaczę kolejne odcinki - zdecydowanie pozycja, która dzięki aktorom drugoplanowym poprawia humor i nie wiem dlaczego kojarzy mi się z filmem “50 pierwszych randek”.

Ale trudno w 20 minutach upchnąć relacje byłych, przypadki medyczne i główny wątek odcinka.

2,5 bobra. Z pewnością zobaczę kolejne epizody.