Kolejny świetny odcinek rewelacyjnego serialu, o którym cicho sza.
Wyniki oglądalności są zupełnie nieadekwatne do jakości - ale do tego idzie się przyzwyczaić.
Cieszę się, że coraz więcej serwisów i portali zajmujących się ocenami zagranicznych dzieł również chwalą Artystów i reklamują go jako objawienie polskiej telewizji.
Tak trzymać :)

Po skonsumowaniu dużej ilości kolorowych głupotek w końcu nadszedł czas na mojego beniaminka w jesiennej ramówce :)
I znowu było bardzo dobrze.

Od czego tu zacząć…
Jaskóła zaimponował blond aktorce ucząc gwiazdy Teatru poprawnej sztuki walki. A raczej bójki ulicznej z elementami kopania po twarzy leżącego.
Niestety neurotyczna wybranka nie wpuściła technicznego do alkowy. Chociaż przybył z winem zakupionym na CPNie.

Reżyser się obraził, aktorzy mają w nosie premierę, scenografka nie ma pieniędzy i co najważniejsze - gdzie jest jeleń!
Posypały się wulgaryzmy i polały się łzy.

Dyrektor tym razem wplątał się w akcję za którą może mu grozić odpowiedzialność karna. Nie ma Tomasza, ani gotówki…
W domu zniecierpliwiona żona i córka z ospą. Nic tylko się upić - co też uczyniono.
Świetna rozmowa kumpli z blokowiska. O marzeniach i chęci naprawiania świata i ludzi. Reasumując - Dupa.

Uwielbiam momenty irytacji Dymeckiego, który cały czas jest porównywany do gwiazdora - Karolaka.

Audyt bawi się oglądając używane majtki,  Sterczyński atakuje uchodźcę (nie mam pojęcia po co szukał zaczepki), a księgowa bawi się w “złego gliniarza”.

Nie mam się nad czym rozpisywać. Trzymam kciuki za powodzenie Premiery.
5 bobrów.