Ostatnio pisałam prawdziwe pieśni pochwalne na temat emitowanych odcinków. Bo było mądrze, zabawnie i wzruszająco.
Tym razem będę się czepiać ;)

Zacznijmy jednak od tego, że nadal bardzo lubię klimat, zdjęcia i muzykę w Aż po sufit.

Nadal bardzo podoba mi się związek Beaty i Milo. Ona waha się przed wejściem w głęboką wodę z dużo młodszym partnerem.
On jest zakochany i ma w nosie cały świat.
Kwadrans rolniczy, bukiet róż i deklaracja o tym, że podrywacz w nosie ma “zaciąganie do łóżka”, tylko chce chodzić z ukochaną za rękę.
Lubię to.

Odcinek zdominował wątek Kamy. Okazało się, że dziewczyna spodziewa się dziecka ćpuna i damskiego boksera.
Rozumiem, że nie chciała wykonać testu - strach przed poniesieniem konsekwencji odbiera zdolność logicznego myślenia.
To co finalnie zrobiła jest bardzo kontrowersyjne i z pewnością nie przysporzy bohaterce fanów (a może wręcz przeciwnie ktoś pochwali ją za odwagę?). Aborcja to bardzo trudny wątek w Polsce, a ja nie zamierzam wchodzić w etyczno-religijno-socjologiczne dysputy.

Wkurzyłam się na coś innego. Jeśli rozważała przerwanie ciąży, to mogła nie informować rodziny o swoim stanie. Przede wszystkim chodzi mi o dziadka, który po prostu wściekł się na myśl, że jego ukochana wnuczka chce się pozbyć dziecka.
Tym bardziej, że kochana żona kilkakrotnie poroniła…

Trudny wątek. Tak jak pisałam każdy z Nas musi przemyśleć co zrobiłby w jej sytuacji.

Wracając do odcinka. Postać Łukasza bardzo mnie drażni. Przez kilka dni truje swojej żonie o nowych butach. Natalia oddaje je do sklepu, aby ostatecznie otrzymać wymarzone pantofelki od męża.
To w końcu jak jest?
On może zdobyć się na romantyczny gest za kilkaset/kilka tysięcy złotych? (Nikt oficjalnie nie powiedział ile kosztowały sandałki ;)
Pomijam już fakt, że gdybym miała poważne problemy finansowe nie wpadłabym na pomysł “zainwestowania” w buty za taką sumę.

Aż po sufit nadal dobrze się ogląda, ale ostatni odcinek odrobinę obniżył loty.
Pełne 3 bobry.