Do finału pozostał li i jedynie jeden mały odcinek, który pokaże widzom w jakim kierunku zamierza iść Aż po sufit.
Bo ja znowu mam mieszane uczucia…

W połowie sezonu byłam naprawdę zachwycona poziomem i słodko-gorzkim klimatem.

Dwunasty odcinek był co najwyżej przeciętny.

Pomysł, aby Tadeusz ponownie otworzył swoje serce na miłość był bardzo dobry. Spotkania w klubie seniora początkowo mnie zauroczyły. Tak to już jest, kiedy wśród starej brygady pojawia się “świeża krew”.
Tadek poznał nawet miłą debiutantkę i był podrywany przez bezceremonialną Barbarę.
Ostatecznie wątek dziadka nie wniósł do akcji niczego nowego.

Jednak bardzo cieszę się z powodu Beaty i Milo.
Dylematy, wyprawa do klubu, rozmowa z przyjaciółką i jajecznica ze szczypiorkiem w finale.
Nie odrzuca się miłości, jeśli nikogo nie rani, a na przeszkodzie stoją jedynie lata. W zasadzie nie znam osobiście żadnej podobnej pary, ale nie miałabym nic przeciwko gdyby mój brat zakochał się w dziewczynie z którą łączy go mnóstwo spraw, a dzieli jedynie ilość zmarszczek.

Grafik wprowadzony przez Pana domu pokomplikował rodzinie mnóstwo rzeczy. Jestem jak najbardziej za podziałem obowiązków.
Jedyne co mnie mocno zdziwiło to fakt, że Łukasz telefonicznie nie poprosił mamy/żony/siostry o pomoc.
Jedna kolacja np. w zamian za tydzień wynoszenia śmieci - czy to nie brzmi rozsądnie?
W finale chłopak pękł, a widownia mogła zobaczyć nowe wcielenie młodego biznesmena. Jak dla mnie było to jakieś takie… nie wiem - “Mdławe?”.
Szef nakrzyczał, nie zdał egzaminu, zawalił kolację… W zasadzie to nic nowego dla czytelników/czytelniczek, którzy pracują i jednocześnie wychowują dzieciaki. To, że przełożony ma pretensje nie oznacza, że rodzina musi głodować lub jeść chemiczne naleśniki z marketu (równie dobrze mógł rozdać zupki chińskie ;)

Zamiast wyprawy do sklepu chłopaczek powinien zrobić zdrową jajecznicę czy omlety - taniej i szybciej. A gdyby miał gest to rodzina raczyłaby się pizzą.

Był klub i podrywy, a raczej podrygi i napalona koleżanka.

Bobry za Beatę i Milo i dziadka, którego uwielbiam (aczkolwiek premierowy wątek randkowy nijak mnie nie porwał)
2 sztuki.