TVN nie może się zdecydować, czy daje swoją nowość w prapremierze, czy trzeba czekać do emisji w telewizji.
Jak widzimy na dzień dzisiejszy player wrócił do łask i widzowie mogą śledzić Aż po sufit online - co też uczyniłam, jednak recenzja pojawi się dopiero teraz.
Mam zaległości ;)
W obu przypadkach pojawił się wątek seks wideo Kamy, więc chyba nic się nie stanie, jeśli podsumuje oba epizody w jednym wpisie.

Pomieszanie chronologiczne zupełnie mi nie przeszkadza, ba! uważam nawet, że oglądanie przeszłości bohaterów ma sporo uroku i dodaje serialowi kolorytu. Jednak ewidentnie było widać, że poprzedni odcinek powinien mieć emisję sporo wcześniej.

Epizod siódmy zanotował spory spadek formy. Pieniądze, problemy z poszukiwaniami pracy i zamartwianie się Pani domu. Owszem to takie “życiowe”. Jednak porównując do dwóch poprzednich odcinków nie siedziałam oczarowana perypetiami bohaterów.
Tomek i jego przyjaciele w biurze i poszukiwania feralnego filmiku siostry. Zosia i uwodzenie, patent z piersiami… W zasadzie nic ciekawego.

Finał zgoda, miłość i tajemniczy odbiorca video.
2,5 bobra.

Natomiast dzisiaj jestem zachwycona.
Poznaliśmy nowe oblicze córki Domirskich. Jej związek z wymarzonym facetem, miłość, przeprowadzka, używki. Powrót do świętowania rocznicy rodziców i gehenna.
Na deser rozmowa z Danielem i próba wsparcia. Cieszę się, że dziewczyna chce pomóc miłości swojego życia wyjść z uzależnienia. Czy zostało w niej jeszcze jakieś uczucie poza zranieniem i odrobiną ludzkiej przyzwoitości?

Duży plus dla Cezarego Łukaszewicza, który świetnie wyważył mnóstwo emocji. Gdyby nie powrót do przeszłości nigdy nie wiedzielibyśmy, że damski bokser był uroczym gościem, który szybko zdobył serca całej rodziny.
Daniel nie jest złym człowiekiem. Pogubił się i narobił głupot. Teraz przyjdzie mu za to zapłacić.

“crème de la crème” to oczywiście sceny z dziadkiem, który zainspirowany odwagą ukochanej wnuczki postanowił przestać się ukrywać. Z podniesionym czołem, w sukience babci wrócił do domu i sąsiadów, którzy mają go za wariata.
Chętnie biłabym brawa jak jedna z Pań :)

Kolejny słodko-gorzki odcinek z happy-endem. Niby u Domirskich nie wydarzyło się nic spektakularnego, jednak po raz kolejny zostałam uwiedziona klimatem.

4 bobry.