Tekst piosenki zna każdy, nie mówiąc o tytule. Ale gdyby zapytać jaki zespół to wykonuje już byłby problem - przynajmniej dla mnie i mojej rodziny, która została mocno “zankietowana”.
Padały różne odpowiedzi: Perfect, Lombard, a nawet Kazik Staszewski. (Saksofon jest mylący ;)
Przyznaję się - też nie wiem. A raczej do dzisiaj nie wiedziałam.
O “kawałku podłogi” śpiewała grupa Mr. Zoob, która powstała w 1983 roku.

Pogrzebałam w wikipedii. Ale nie będę się rozpisywać na temat działalności i zmian w składzie - jeśli kogoś zainteresuje historia tego utworu, to sam to zrobi.
Ja zaś napiszę o odcinku.

Podskórnie od pierwszej chwili czułam, że Grzegorz w jakiś sposób oszuka naszego bohatera. Ale “Aż po sufit” zaskakuje mnie w każdym epizodzie.

Po pierwsze myślałam, że rockmen nie będzie chciał się spotkać z Andrzejem - pudło.
Po drugie czułam, że po wizycie u starego druha Marc odpuści sobie odnawianie znajomości - pudło.
Po trzecie byłam pewna, że mimo zapewnień - nie dojdzie do próby generalnej z zespołem - i znowu kulą w płot.
Na koniec przekonanie - stary wyjadacz nie wpuści kolegi na główną scenę - pudło, pudło i po raz kolejny Pudło ;)

Wszystko zapowiadało, że ojciec rodziny po latach w końcu zagra na gitarze przed dużą widownią. To Domirski w finale zdecydował inaczej i zamiast wymiatać na wiośle - wraz z Joanną postanowił zerwać się z koncertu i wspomóc synka w remoncie mieszkania na sprzedaż.
Był happy-end, łzawa historyjka itp.
Jednak ja naprawdę wolałabym, aby ojczulek pojawił się w blasku fleszy.

Ja wiem, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a rodzina zawsze musi być na pierwszym miejscu.
Ale taka okazja, taki przyjaciel i TAKA widownia?!
Szkoda.

W międzyczasie doceniliśmy fascynację Miro. Beata grana przez Panią Foremniak wygląda pięknie więc nie dziwię się, że krew zawrzała, a fan starych bryk zupełnie zwariował na punkcie koleżanki sąsiadów, która mimo wszystko ma mniej lat niż ukochane gabloty ;)
Ja tam nadal trzymam kciuki i liczę na strzały amora.
Sceny z koncertu były doprawdy słodkie ;)

Co jak co, ale Pan Cezary gra świetnie.
Dzisiejszy pijacki wieczór i poranny kac wyszły brawurowo. Oklaski dla scen ze ściąganiem obuwia ;)

Łukasz mnie irytuje, chociaż nie mam pojęcia dlaczego.
Pielęgniarka broni swojego terytorium jak lwica, a Tomek… W zasadzie Tomek też mnie drażni. Co to za gówniarz, który widząc ładne dziewczę na chwilę zamienia się w jakiegoś Casanowę od siedmiu boleści?

Za koncert i resztę 2,99 bobra. A nawet 3.