Aż po sufit – „Niczym cellulit i grzybicę stóp” – po odcinku 6

Nadal mam nieodparte wrażenie, że produkcja mocno namieszała/przyspieszyła wątki serialowe.
Ze streszczeń wynikało, że widzowie mieli zobaczyć historię Kamy i jej chłopaka – ćpuna (+dalszą historię z sex taśmą w roli głównej).
Wszystko jest okrutnie poplątane, aczkolwiek ja nie mam żadnych przeciwwskazań – historia miłości Tomka i Zosi to kolejny, świetny odcinek.

Zaczęło się od seksu po dużej ilości alkoholu. Niestety zakochany chłopak nie pamiętał nocy, a jego wybranka po raz kolejny postawiła twarde warunki: Współlokatorzy to przyjaciele, którzy mogą na siebie liczyć. Zero związków i zero wspólnych wyjść. Nie ma mowy, aby pod jednym dachem funkcjonowali jako para.
Niby chłopak się zgodził, niby dziewczyna przyjęła to wiadomości.
Kolejna impreza, dziewczyna całuje się z przystojnym lekarzem z pracy, a chłopak obserwuje i cierpi. Pojawia się ta trzecia – idealna „9tka”.

Zaczyna się związek, namiętność, poznawanie z rodziną i przyjaciółmi. Od początku wszystko zgrzyta, 9tka nie grzeszy inteligencją, czy empatią. Aczkolwiek jest zgrabna, zadbana i piękna (i podoba się tylko snobistycznemu bratu).
Pilatesy, węglowodany, opalenizna w spraju – nie dziwimy się, że chłopak bez większego żalu żegna się z nowym obiektem.

W międzyczasie dziewczyna przeżywa katusze. Widzi jak człowiek, którego odrzuciła zabawia się z inną, widzi czułość, namiętność, ale też „inteligencję” nowej wybranki. Jest nastroszona jak jeżozwierz, nie ma ochoty rozmawiać, nie chce się przyznać, że jest zazdrosna i tak po prostu, po ludzku zła.

Finał tej historii nie może wyglądać inaczej. Tomek kocha Zośkę od pierwszego spojrzenia, ona musiała dojrzeć i przyznać się przed sobą do uczuć.

Porównanie Zośki do Himilsbacha zakręciło moim sercem.

Na deser nowa relacja Milo ze starszą Beatą. Jak dla mnie – jeśli ludzie się kochają to niema co im wypominać lat. Tym bardziej, że doktor Zosia prezentuje się bardzo dobrze.
+ gitara w rękach Jędrusia i opowieść o tym, że jak ma się dzieciaki to jednak trzeba zmienić priorytety.

Ogólnie jestem kupiona.
Dlaczego serial nie emitował tak dobrych odcinków od początku?

4 bobry 🙂

Ps.
Dlaczego Pana Himilsbacha uwielbiam? Niechaj przykładem będzie jedna z anegdot.

Swego czasu Jan Himilsbach miał propozycję zagrania w zachodnim filmie. Był jednak pewien warunek angażu: aktor musiał opanować język angielski. Ponieważ początek zdjęć był jeszcze sprawą bardzo odległą, nauczenie się języka w przynajmniej podstawowym zakresie było całkiem realne. Po długim namyśle Jasiu jednakże odmówił. Kiedy znajomi pytali go o powody tak niecodziennej decyzji (w końcu rola w filmie na Zachodzie to nie było za komuny w kij dmuchał), aktor wypalił szczerze: – Pomyślcie sami – ja się nauczę angielskiego, a oni jeszcze gotowi odwołać produkcję filmu. I co wtedy? Zostanę jak ten głupi ch*j z tym angielskim!

Jedna odpowiedź do “Aż po sufit – „Niczym cellulit i grzybicę stóp” – po odcinku 6”

  1. Oglądałam 7 odcinek i tam nastąpił misz-masz czasowy. Widać,że t 7 odcinek miał być wcześniej.
    Podobnie zrobili w serialu „Nie rób scen” tylko że tam nie miało wpływ na fabułę,tu jest pewna chronologia co przestawianie odcinków wpłynęło na nią. Mimo to każdy odcinek osobno mi się podoba ze względu na to że to ciepła miła opowieść o tym że zawsze możemy liczyć na najbliższych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *