Aż po sufit – „Stąd do wieczności” – po odcinku 11

Aż po sufit bardzo lubię, dlatego z ciężkim sercem przyznaję, że odcinki mają bardzo nierówny poziom.

Kilka słów poniżej.

Tym razem byliśmy świadkami wyjazdu na Mazury – na których niewiele się wydarzyło. Zosię ugryzła osa. Był więc szpital i wspierający Tomek. Dziadek pogodził się z wnuczką, Domirski złowił rybę, a jego żona odnalazła list, który zakopała przed laty.
Okazało się, że jako mała dziewczynka chciała mieć trójkę dzieci i męża elektryka. Dodatkowo rudego psa 😉 Ale to jeszcze da się załatwić.
Rodzinne kalambury i wspominki.

Najlepszym wątkiem był zdecydowanie odważny „Mietek”. Chłopak chorujący na stwardnienie rozsiane stał się powiernikiem Kamy. I zdecydowanie zaimponował jej swoją walką o każdy dzień.

Natalia z mężem pokłócili się o pracoholizm Łukasza, a w finale rozbili ulubioną figurkę Joanny.

Beata i Milo również utknęli w martwym punkcie. Niby kobieta dała się ponieść namiętności, jednak ostatecznie po raz kolejny przypomniała sobie, że jest za stara dla zakochanego chłopaka.

Na plus piękne zdjęcia Mazur.
Aż po sufit to ciepła, mądra opowieść o miłości i rodzinie. Aczkolwiek w dziesiątym odcinku nic się nie wydarzyło…
2 bobry.

Jedna odpowiedź do “Aż po sufit – „Stąd do wieczności” – po odcinku 11”

  1. Całkowicie zgadzam się z oceną. Kama zaczyna być coraz bardziej irytująca. Nawet wątek Milo stał się mdły. Na plus ZiT 🙂 ale pewnie dlatego, że Tomek to moja ulubiona postać. Ciekawe o co chodzi z rodziną Zosi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *