Bardzo mi przykro ale to kolejny odcinek, który mnie mocno wynudził.
Poniżej krótka recenzja.

Beata zachowuje się jak napalona nastolatka. Jej sceny łóżkowe z Jackiem polegają na wciskanie się pod kołdrę chłopaka ;)
Zero w tym romantyzmu i czułości. Ale przyznaję, że Kamil Kula wygląda świetnie.
Podobała mi się rozmowa Leona z Alicją, który zawstydzony wyznał, że słyszy jak jego młodsza latorośl uprawia seks.

Żona Piotra dostała pracę w szpitalu. Nie mam pojęcia o co chodzi w tym małżeństwie. Widać, że ginekolog jest wściekły na swoją partnerkę, irytuje go jej obecność i z czułością spogląda na współpracownicę (z którą niebawem będzie miał romans). Dodatkowo ma o niej wyrobione zdanie - jest narkomanką, która w każdej chwili może wrócić do nałogu. Dlaczego daje jej złudne nadzieje i pozwala jej ze sobą mieszkać? W rozmowie z Alicją wyznaje, że kończy mu się cierpliwość… To do tej pory w stosunku do żony był oazą spokoju?
Izabela narzuca mu się i żebrze o wspólne chwile.
Naprawdę lubiłam postać Piotra, a teraz jego bohater jawi mi się jako antypatyczny nerwus.

Alicja pozwala się zaprosić na kolację znanemu żużlowcowi. Tradycyjnie jest niedostępna, a chłopak traci dla niej głowę i postanawia ją zdobyć.

Orda w ciągu kilku dni zapomniał o wielkiej miłości do Sylwii i podrywa kolejną pielęgniarkę, która za jego pomocą chce się wyrwać do Warszawy.

Podobał mi się wątek małżeństwa, które czekało 15 lat na dziecko. Scena porodu była wzruszająca ale bardzo krótka.
Drugi przypadek - czyli złamanie nogi przed ślubem też zajął niewiele minut odcinka.

Przegadany, schematyczny i niestety kolejny nudny odcinek.
Za operacje, Leona i kilka chwil na porodówce

2 bobry.