Czas na podsumowanie nowości TVNu.
Finał był zdecydowanie najlepszym odcinkiem w historii, bowiem zostałam zaskoczona!
Konstancja postrzeliła ukochanego na chwilę przed złożeniem przysięgi małżeńskiej.
I teraz w zależności od decyzji Włodarzy - albo Jan zostanie uratowany i będzie poszukiwał kobiety, albo wraz z brakiem zamówienia drugiej odsłony - pożegnamy głównego bohatera na dobre - bowiem wykrwawi się w zakrystii.

Belle Epoque to nie był bardzo zły serial. Ale był nudny i bardzo sztampowy.
Tak jak pisałam wcześniej - po zapowiedziach i całej otoczce, która pojawiła się przed premierą miałam wyśrubowane oczekiwania.
Wywiady wskazywały na połączenie klimatycznego Sherlocka, Tabu i chociażby Peaky Blinders.
A każdego, kolejnego tygodnia otrzymywaliśmy nową sprawę kryminalną, niesłusznie podejrzanych, prace w laboratorium, wyjaśnienie zagadki i wielki sukces Jelinka.

Gdyby scenarzyści bardziej zadbali chociażby o rozbudowę prywatnych relacji Henryka i Mili, czy pokazali cokolwiek z życia Weroniki - to byłoby już dużo. Przecież to aż prosiło się o romantyczne wątki, z humorem, czy wyrazistymi dialogami.

Za to wymęczono nas Janem i Konstancją, która była papierową kukłą w pięknych kapeluszach.
Szczerze nie wiem, czy na sali znajduje się ktokolwiek, kto trzymał kciuki za tę parę…

Przecież scenariusz przed rozpoczęciem zdjęć czyta kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt osób. Ktoś musiał zaakceptować pomysły i wątki. Aż dziwię się, że wydając tyle pieniędzy na scenografię, oprawę i kostiumy nie zwrócono uwagi, że produkcji brakuje smaczków i drugiego dna.

Szkoda też stylizacji, które prawie do końca wyglądały jakby Pani Kostiumolog krzyczała zza sceny: “Tylko mi tego nie pogniećcie i nie utytłajcie!” ;)

Belle Epoque właśnie się zakończyło.
Po odbiorze widowni i wynikach oglądalności - myślę, że na dobre.

Nie ma już co kopać leżącego (w kałuży krwi), więc podsumowanie będzie krótkie.
Serial miał potencjał, jednak dla prawdziwych fanów kryminałów same możliwości to odrobinę za mało.
Widziałam film z Dzień dobry TVN i ogrom pracy, który został włożony w powstanie produkcji. Pięć miesięcy na planie, mnóstwo aktorów, statystów, miejsc, a nawet szkolonych zwierząt.
I naprawdę jakoś trudno to docenić, skoro sam produkt był tak słabej jakości.

2,5 bobra za całość.