Niebawem poznamy średnie wyniki Belle Epoque - bowiem trzy odcinki już za nami (Ja obstawiam, że z 2,90 zostało 1,8 miliona).

Po trzecim odcinku napiszę tylko kilka rzeczy - bowiem ciężko oceniać serial bez wątku głównego. A kryminalne zagadki zostały już idealnie opisane w streszczeniu.

Trzeci odcinek zdecydowanie był najlepszym z dotychczasowych.
Trudna, obrzydliwa sprawa morderstw niemowlaków dla zdobycia pieniędzy.
Smutne i niewyobrażalne… Chociaż co ja piszę! Pedofilia, handel organami, dziećmi, zmuszanie do nierządu, maltretowanie i tysiące innych zdarzeń dnia powszedniego. Czasy się zmieniają, ludzie niekoniecznie.

Na duży plus postać Jelinka, który dzisiaj odsłonił swoją prywatność. Poza służbistą - celebrytą (słowo nieznane w 1905 roku, a idealnie opisuje Komisarza, który uwielbia pismaków) poznaliśmy ojca sporej rodziny, którego ujęła odnaleziona sierotka. Miło, że postanowił zostać jej tatą.

Całość to tradycyjnie “procedural”.
Seriale, w którym wątek kryminalny zajmuje cały odcinek, a prywatne życie bohaterów w zasadzie nie istnieje, lub pojawia się co jakiś czas - ciężko się ocenia.

Bo cóż mogę więcej napisać?
Okazało się, że Jan poznał człowieka, który jest w posiadaniu pistoletów z pojedynku. Lufy wykrzywione, a nasz bohater ma to generalnie w nosie.
Gdybym dowiedziała się, że istnieje dowód, który mógłby mnie oczyścić z zarzutów rzuciłabym wszystko i starała się doprowadzić do poznania prawdy.
Mam do dyspozycji przyjaciół, którzy mogą przeprowadzić badania balistyczne. I co ja na to? “Zobaczymy”
Ważniejsze są rozmowy z prostytutką. Bo ze mnie taki oto “hulaka” ;)

Pojawiła się ukochana, ale rozmowa trwała kilka sekund i nic nie wniosła.

Belle Epoque to takie drogie W-11.
Sprawa/trup + Aresztowanie podejrzanego + Nowe dowody = rozwiązanie i happy end.
Już nie liczę na nic.
Dzisiejszy odcinek oceniam na:
2,5 bobra.