Nie pamiętam serialu, który miałby tak mocną akcję promocyjną, więc podejrzewam, że premierowy odcinek zgarnie około 3 milionów widzów.

Czy jestem zachwycona? Ano niekoniecznie.
Od czego tu zacząć… ;)

Pomysł z seryjnym mordercą, który zabija “męczennice” naprawdę dobry, chociaż odrobinę przypominał mi jeden z sezonów Dextera. I tutaj właśnie mam główny zarzut. O ile policja w Miami z nowoczesnym biurem kryminalnym i sztabem fachowców miała problem ująć psychopatę przez kilka tygodni, to w Belle Epoque Janek zrobił to w przeciągu dwóch dni ;)
Akcja pędziła do przodu w zwariowanym tempie. Tu palma, tu list od matki, tu łuszczyca i Bam! Mamy go. Chociaż nie! Moneta przecież należała do ojca podejrzanego, więc trzeba biec na ratunek przyjaciółce.

Scena walki (powiedzcie mi marynarz w kwiecie wieku tak łatwo dał się pokonać siwiejącemu bogaczowi?), koniec i happy end.
Z ciekawości - dlaczego Weronika przeżyła? Przecież zabójca miał sporo czasu na to, aby ją kilkakrotnie walnąć w czaszkę.  Tym bardziej, że nie miał pojęcia, że odsiecz jest w drodze…

Dialogi przeciętne. Jak kilka razy słyszę “Musimy porozmawiać, porozmawiajmy na spokojnie” to przed oczami od razu stają mi kadry znane z takich wesołych tworów jak chociażby Trudne sprawy ;)

Kostiumy rzeczywiście piękne. ALE tak odprasowane i wygładzone, że ciężko uwierzyć w to, że ludzie naprawdę spędzają w nich kilka godzin dziennie. Czarne płaszcze policjantów bez plamki, włoska, kropeczki. I te błyszczące guziczki. W sumie gdzieby mieli je ubrudzić? Przed chwilą tylko wyciągali głowę ze stawu ;)
W tym porównaniu Jan, który właśnie zszedł na ląd musi mieć coś złachanego. I tutaj już nie mogłam opanować śmiechu. Kostiumograf poszedł po bandzie - albo idealne stroje, albo płaszcz, który przy serdecznym przywitaniu wydaje z siebie kłęby kurzu jak dywan z mieszkania przed przybyciem Perfekcyjnej Pani domu.

Aktorsko na razie nie pochwalę nikogo - bo tak naprawdę nikt się nie wybił przed szereg. Nikogo też nie zganię - bo było całkiem przyzwoicie.
Na uwagę zasługuje dieta Pana Lubaszenki. Widać ciężką pracę, którą wykonał i należą mu się słowa uznania.

Klimatu znanego z zagranicznych seriali kostiumowych nie odnotowano. Brakowało mi tej gęstej i ciężkiej do określenia atmosfery, kadrów, kolorów i specyficznego oświetlenia.

Włożonych w scenografię pieniędzy też na razie nie widzę - w zasadzie było kilka lokacji i dwie ulice.

Belle Epoque to nie jest zły serial.
(Ale z pewnością do zachwytów też mi daleko ;)

Czterdzieści minut upłynęło szybko i nie nudziłam się. Ta produkcja idealnie mieści się w kategorii “serial przygodowy” i w zasadzie gdybym podeszła do niego z takim nastawieniem, to pewnie i ocena byłaby inna. Po tryliardach wywiadów i całej akcji promocyjnej naprawdę nastawiłam się na coś mrocznego i genialnego.
Myślę, że na dobry początek z wiarą, trzymaniem kciuków i na zachętę:
3 bobry.

PS. Szkoda, że Artyści nie mieli takiej promocji ;)
PS2. Po drugim odcinku powiem Wam, czy nie przerzucam się na Player ;)