Skończyłam maraton wcześniej, w zasadzie w dniu (a raczej nocą) 29 grudnia ;) i to z największym fanem produkcji.
I po większości odcinków mieliśmy takie… “Bo ja wiem”, “A tego to już nie było wcześniej”?
- “Ten był nudny, dawaj kolejny”, “Bez sensu… misiek!?”

Nie mam zamiaru analizować, czy opisywać każdego epizodu - jeśli jesteście ciekawi spostrzeżeń minuta po minucie - wejdźcie chociażby na forum Filmwebu. Grono widzów zrobiło to perfekcyjnie.
Będą Spoilery i takie tam ;)

Nie zgadzam się, że najlepszym epizodem był “Hang the DJ”.
Randki w przyszłości, poszukiwanie idealnego “dopasowania” za pomocą specjalistycznej aplikacji nie porwały żadnego z domowników, a jedna z osób stwierdziła, że “to było głupie”. Jak wiadomo ile głów, tyle opinii ;)
Ja sam pomysł doceniam, byłam odrobinę przerażona możliwością życia przez kilka lat z człowiekiem, u którego irytuje mnie nawet przełykanie śliny tylko dlatego, że tak “nakazuje” telefon.

Zaczęliśmy od U.S.S. CALLISTER i to był świetny start.
Pomysł na umiejscowienie akcji w starym serialu wzorowanym na Star Treku był idealny. Początek zaskakujący i taki “Hej, o co chodzi?”, a później przeniesienie w czasy “współczesne” i opowieść o pomiatanym nieszczęśniku, który kopiował DNA współpracowników, aby dowartościować się wirtualnie. I niebawem zamiast go żałować zaczynaliśmy nienawidzić psychopaty.
Finał perfekcyjny.
Tylko czy to nie jest odrobinę odgrzewany kotlet? No jest. Charlie Brooker już klonował ludzi i wkładał ich do wirtualnego świata…

Kolejne odcinki były bardzo różne. Widać, że zaczęto bawić się nie tylko treścią, ale i formą. Zdjęcia, efekty wizualne i miliardy smaczków.
Niestety większość pomysłów na scenariusz to odtwarzanie starych przepisów. Czy to kontrola rodzicielska, czy wszczepianie chipów do podglądania wspomnień, aplikacje kontrolujące życie, czy wspomniane przed chwilą kopiowanie ludzi - to wszystko już przecież było.

Moim faworytem jest mimo wszystko “Black muzeum”, które pokazało trzy historie i trzy poziomy bólu. Do tej pory mam ciarki na myśl o małpce, a raczej uwięzionej w maskotce matce, która zgodziła się na eksperyment ze względu na synka i męża.
Życie toczy się dalej, a nikt nie wytrzyma 24-godzinnej kontroli i głosów w głowie od zmarłej żony…

To nie był równy sezon. Wolałabym poczekać nawet dwa lata na lepsze dopracowanie scenariusza i pomysły, które onegdaj zwalały z nóg.
Całość oceniam na 3 bobry.