Produkcja miała skrajnie zróżnicowane oceny i bardzo przeciętną oglądalność. Historia Eugeniusza Bodo właśnie dobiegła końca.
Nie będę się silić na wielkie podsumowania, bo jestem odrobinę rozbita. Mam wrażenie, że Tomasz Schuchardt po ogoleniu głowy przeszedł spektakularną metamorfozę i pokazał prawdziwy warsztat.

Czytając fragmenty biografii wiemy, że zakończenie losów Bodo pokazane w serialu różniło się od rzeczywistości.
Przede wszystkim nie było żadnej Ady do której Eugeniusz pragnął wyjechać i o którą była zazdrosna żona wojskowego prominenta. Ale aktor zginął z głodu i wycieńczenia w jednym z łagrów ZSRR.

Scena śmierci - czyli wielka Rewia z udziałem pięknych kobiet - bardzo spektakularny pomysł (na plus spotkanie aktorów) - mogła się podobać. Mnie jednak zabrakło klamry, która pokazałaby dorobek filmowy aktora - wystarczyłoby kilka minut z wyciętymi scenkami z filmów i spektakli.

Smutny odcinek i mnóstwo mocnych scen z bardzo dobrą kreacją Pana Tomasza. Przesłuchiwany, maltretowany, uznany za szpiega - człowiek, który tylko chciał tworzyć filmy i grać.
Nie mam pojęcia dlaczego Bodo posiadając szwajcarski paszport nie wyjechał do USA, lub chociażby do… Szwajcarii.

Finisz zasługuje na 5 bobrów.

Chociaż szczerze mówiąc mając taką historię życia i tyle pieniędzy na produkcję mogła powstać perełka.