Ostatni odcinek wzruszający i pełen dobrych emocji. Dzieciaki zostały z ojcem, Joanna nie jest już singielką i cieszy się ze zmian, jakie zaszły w jej życiu.
Ale muszę ocenić cały serial w całości po pierwszej i jak obstawiam ostatniej serii.

Ktoś napisał w komentarzach dokładnie to o czym myślałam wcześniej. Gdyby na podstawie powieści Hanki Lemańskiej został nakręcony film byłoby dużo lepiej. Akcja serialu spokojnie zmieściłaby się w 1,5 godzinnej opowieści. A trzynaście niepełnych godzin to zdecydowanie za dużo - nawet dla Władcy Pierścieni ;)

Najbardziej irytowała mnie praca kamery. Najazd, przeskok na drugą postać, znowu przeskok na postać - która właśnie wygłasza kwestię. Cały odcinek został zmontowany na wzór teledysku i ten innowatorski sposób kręcenia przez cały czas mnie drażnił. Podobnie jak sceny przy samochodzie, który był głównym produkt placement. Nic nie wnosiły do akcji, niczego nie zmieniały a zdarzały się cały czas - tylko po to aby pokazać logo.

Marta Żmuda-Trzebiatowska jest piękną kobietą. Bez żadnych wątpliwości, po serialu i całej serii zbliżeń wszyscy krytycy muszą przyznać - rzadko która aktorka ma taką cerę. Zazdroszczę urody. Aktorsko niestety bardzo nierówno. Niektóre sceny bezbłędne, na innych bolały zęby.
Mateusz Damięcki w roli partnera Joanny… zupełnie nietrafiony wybór. Aktor wyglądał jak młodszy brat bohaterki i naprawdę ciężko mi było uwierzyć, że ta piękna kobieta zakochała się w takim małolacie.

Pierwsze trzy odcinki nawet, nawet. Ostatni bardzo dobry. Ale niestety było ich aż trzynaście. Przynajmniej 5 było zupełnie niepotrzebnych. Rozmowy koleżanek w barze, które trwały kilkanaście minut i zabierały połowę odcinka - niczego nie wnosiły do akcji. Podobnie jak przesłuchania podejrzanych, które mordowały cały odcinek, a niczego nie zmieniły. Dramat i zupełna nuda.

Na szczególne wyróżnienie zasługują:
Piotr Rogucki - jako policjant i “sponsor” czekolady dla dzieci. Sierżant był bardzo naturalny i widać było, że Pan Piotr posiada genialny warsztat aktorski. Zastanawiam się kiedy “Roguca” obsadzą np. w roli amanta - urodą nie odbiega od Szyca. Panie Piotrze proszę częściej pojawiać się w polskich produkcjach - niekoniecznie w roli śmieszków lub głupków.

Małgorzata Pieczyńska - jako babcia dzieci. Po odcinku finałowym wiemy, że od początku do końca była perfidna i chciała wykorzystać dzieciaki jako możliwość kolejnego zarobku. Ale aktorka nie dość, że wyglądała zjawiskowo, to jeszcze w 100% wykorzystała swój czas na ekranie.

Leszek Lichota -  policjant, który prowadził śledztwo. Trochę nieokrzesany, trochę bufonowaty, jednak sprawdził się rewelacyjnie. I brakowało mi w ostatnim odcinku wątków, które zamknęłyby historię jego i Pani Prokurator. Wiemy, że połączyło ich coś więcej niż przyjaźń.

Całość oceniam niestety niekorzystnie. Ładne i miłe dla oka obrazki ot taka kolejna głupotka na sobotnie wieczory. Naprawdę po raz kolejny zmarnowano potencjał aktorów i powieści na której powstał serial. Wiem, że Chichot losu miał wielu fanów ale sami musicie obiektywnie przyznać, że wiele odcinków w całości mogło zostać wyciętych lub zupełnie pominiętych - przesłuchanie kochanka Elżbiety trwało prawie jeden odcinek, a później zupełnie zrezygnowano z tego tematu. Jak Darek poznał się Ulą? Dowiedzieliśmy się tylko o planowanym ślubie tej pary, bez szczegółów.
Wiele wątków rozwleczono i nie podsumowano w żadnej scenie. Serial wlekł się przez tygodnie i w finale wielu bohaterów pominięto.

Joanna zaopiekowała się dziećmi po śmierci przyjaciółki. Dzieciaki okazały się cudowne i główna bohaterka drastycznie zmieniła swoje życie. Przy okazji wyjaśniano okoliczności śmierci ich matki. W życiu bohaterki pojawiło się dwóch mężczyzn i została zwolniona z pracy. Wszystko zakończyło się happy-endem. I Joasia jest w ciąży. Ale czy ta historyjka powinna trwać 13 godzin? Zdecydowanie nie.

Cały serial ma ode mnie 2 bobry.

A ostatni odcinek zdobył ich aż 4,5.