Zastanawiam się jedynie w jakim celu Shonda pozbyła się właśnie tego bohatera.
Kilka słów poniżej.

Nie ukrywam, że nie przepadam za 11 sezonem Chirurgów. Mam wrażenie, że po odejściu Cristiny nikt nie ma pomysłów na dalsze losy bohaterów.
Połowa sezonu upłynęła na wycinaniu guza Dr Herman, która oślepła i odeszła ze szpitala i z życia lekarzy równie szybko jak się w nim pojawiła.

Powiem wam szczerze, że przeczuwałam katastrofę w momencie, kiedy Derek postanowił rzucić pracę dla Prezydenta i wrócić do Meredith i dzieci. Było zbyt idyllicznie jak na możliwości Grey’s Anatomy.
Całuski, śniadania, wyznania miłości… “Czekaj na mnie” i bach! Derek nie żyje.
Lekarz zdążył jeszcze uratować ofiary wypadku, a sam zginął w banalny sposób.

Aktor pożegnał się z fanami i podziękował za 11 lat, a scenarzystka dodała, że nigdy nie spodziewała się tego, że będzie musiała uśmiercać tak ważną dla serialu postać. To po co to zrobiła?
Teorii jest kilka. Mówi się, że Dempsey był już znudzony “Chirurgami”, niektórzy twierdzą, że jest w trakcie paskudnego rozwodu i chce od wszystkiego odpocząć, jeszcze inni, że miał konflikt z producentką.

Jak będą wyglądali Chirurdzy bez kolejnej głównej postaci? Nie mam pojęcia.
Obawiam się, że w kolejnych epizodach będziemy świadkami wielkich retrospekcji, płaczu i pożegnań z Derekiem.

Chociaż łza mi się w oku kręci to bardziej jestem zła na Shondę. Szpital w Seattle po raz kolejny pokazał, że jest szpitalem śmierci.