Cieszyłam się, że w czasie zimowym, który jest “wolny od seriali” - TVP1 postanowiła W KOŃCU wyemitować dużo wcześniej nagrany serial z “Rozlewiskiem” w tle.

Klimatyczny początek, z dobrze znaną muzyką w czołówce zmusił mnie do napisania: “Jakie Mazury są piękne!”.
Świetne zdjęcia, dobrze dobrane melodie, radość z oglądania końca wakacji wśród brzęku komarów i ptactwa, kiedy u nas wicher wieje i żal psa z domu wypuszczać ;)
I na tym koniec pochwał.

Bo jak chwalić serial, w którym większość bohaterów nie istnieje?
Za granicę wyjechali - Basia, Orest, Wrona i Sławek (który już jutro ma wrócić do rodziny, aczkolwiek ciężko mi uwierzyć, że tak się stanie).
Nad rozlewiskiem nie ma również Ewy Stern - kręci film i zapowiada powrót.

W odcinku widzieliśmy Małgosię, która jest smutna. Poza smutkiem główna bohaterka zajmuje się analizą snów szalonej córeczki i przetwórstwem ryby (galareta), wraz z pomocą domową w osobie Wrony.
Drętwo do bólu.

Bo Marysi przyśniło się dziecko.
Dziewczynka, córeczka
.
Przyśniło się i tyle. Nie jest w ciąży z ponętnym leśnikiem, którego zniszczyła w kilku słowach.
Bo Marysi marzy się pizza, wycieczki last minute i All Inclusive.
Chłopak został oskarżony o trzymanie jej w burej izbie.
Mało tego. Leśnik nagle został postawiony przed pytaniem o posiadanie potomstwa - bo Marysia chce. Teraz, zaraz i tupie już nóżką.
Nie widzi przyszłości z Krzyśkiem, z którym spędziła ostatnie lata po rozwodzie z bardzo nieodpowiedzialnym Kubą.
Zastanawia mnie jedno:
Jak Marysia ma zamiar zadbać o potomstwo w kwestii finansowej?
Nie pracuje już od kilku lat (o ile pracą możemy nazwać jej śpiewanie), nie ma żadnego źródła dochodu, bo w pensjonacie - jak widzieliśmy - nadal pomaga Anna, a córka Małgosi zjawia się tylko, aby zjeść, lub pogadać. Z pewnością nie nadaje się na kucharkę, czy sprzątaczkę, która wyręczy matkę.
Pisanie pamiętnika i wylegiwanie się w chatce Krzyśka… Naprawdę chciałabym tak odpocząć przynajmniej miesiąc ;) Pracą tego nie nazwę.

Ale Marysia z Warszawy ma wyższe cele.
Na razie tylko gada, żali się i dyktuje warunki.

Ubolewam nad Elwirą, która mimo, iż ma w swoim życiu artystę - jest tandetna do granic możliwości.
Klipsy, pazury, pasek. Disco polo.
Zmiana fryzury na niekorzyść dla aktorki.
A już “sprzedawanie” informacji o śnie Marysi w lokalu pełnym pobocznych osób - to zupełny koszmar rodem z magla z minionej epoki.

Wróciła Mirka.
Chyba nigdy nie polubię tej postaci.
Maciej i ksiądz nadal w formie. W sensie… Hmm
Czy tylko ja w ich rozmowach widzę to czego być nie powinno? W pierwszym odcinku pojawiły się oskarżenia:
“Nie pisałeś”! “Wyjechaliście tak nagle”!
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tak mogą wyglądać rozmowy przyjaciół - mężczyzn. Jednakże pewnie czułabym się dziwne słysząc takie słowa z ust mojego prywatnego faceta - skierowane w kierunku osoby duchownej.
Zamykam temat.

Miło było chociaż na chwilę zobaczyć Małgorzatę Braunek, chociaż widać było i perukę i chorobę.
Postać Basi jest mocno związana z Rozlewiskiem, a my wiemy, że to była ostatnia rola aktorki.

Nie wiem jak mi to przejdzie przez “palce”, pomimo muzyki, klimatu i zdjęć.
Cisza nad rozlewiskiem jest nudna.

Ziewając nad odcinkiem i za Panią Braunek -
1.5 bobra.