Za nami dziewiąty sezon Chirurgów. Tradycyjnie odcinek finałowy był mocny i wzruszający.
Kto się rozstał, kto pogodził i czy Shonda znowu kogoś zabiła?

Poniżej recenzja, która zawiera SPOILERY.

Szczerze mówiąc byłam zachwycona przedostatnim odcinkiem (w którym widzieliśmy m.in. zaręczyny April). Finał był dobry, ale zdecydowanie spodziewałam się większej dawki wzruszeń.

W Seatlle szaleje burza. W szpitalu nagle gaśnie światło, a Meredith rodzi. Okazuje się, że poród naturalny nie będzie możliwy. Położnik absolutnie nakazuje cesarkę.
W ciemnościach na świat przychodzi dziecko. Przez kilka sekund rodzice są załamani, ich synek nie płacze! Szybko okazuje się, że czarnowidztwo Meredith tym razem się nie sprawdziło. Chłopczyk jest zdrowy i silny. Jest wcześniakiem, więc szczęśliwy ojciec musi umieścić go w inkubatorze. Widzowie odetchnęli z ulgą, poród się udał…
Jak to u Shondy bywa, za wcześnie na radość i szczęśliwe zakończenie.
Meredith dalej krwawi. Została sama ze stażystami, znieczulona kieruje własną operacją, w końcu mdleje. Jej życiu zagraża niebezpieczeństwo, młodzi wzywają do pomocy Bailey, która ma traumę i unika operowania. Kobieta przełamuje lęk i ratuje przyjaciółkę.

Świetna scena, kiedy Cristina dowiaduje się, że poród, a raczej operacja Meredith jeszcze się nie skończyła i informuje o tym Dereka.

Wcześniej pojawiła się informacja, że w Chirurgach szykuje się rozstanie. Po finale wiemy, że pożegnaliśmy aż dwie pary.
Cristina zrozumiała, że Owen chce mieć rodzinę, a przede wszystkim dziecko. Arizona zdradziła Callie i doszło do poważnej rozmowy. Szczerze mówiąc byłam zaskoczona, kiedy Arizona zamiast się bronić i przepraszać żonę wylała na nią kubeł pretensji związanych z obcięciem nogi.

Alex w końcu miał romantyczne sceny. Wyznał Jo miłość i dowiedział się, że dziewczyna również boi się związku ale z pewnością czuje do niego to samo.

Jackson uratował dziecko z płonącego autobusu. April, która była świadkiem jego bohaterskiego czynu zrozumiała, że nadal go kocha. (Wyznanie widział jej narzeczony, więc śmiało możemy dopisać kolejne imiona do listy par, których nie zobaczymy więcej w Chirurgach ;)

I dochodzimy do ostatniej sceny, w której widzimy Webbera, który leży w szpitalnych piwnicach porażony przez prąd. Czy byłam zaskoczona? No właśnie nie. Od początku, kiedy widziałam mężczyznę brodzącego w wodzie, zbliżającego się do wysokiego napięcia byłam pewna, że w pewnej chwili zobaczymy iskrzący się kabel, który wypadnie ze skrzynki i porazi lekarza, dlatego finał mnie nie zdziwił.
Czy Webber rzeczywiście nie żyje? Odpowiedź poznamy we wrześniu.

Mam jednak wrażenie, że ta “śmierć” była zupełnie niepotrzebna i została napisana tylko po to aby Shonda mogła sobie “odhaczyć” kolejny zgon w finale.

Ostatni odcinek był ciekawy, trzymał w napięciu, jednak Chirurdzy przyzwyczaili nas do spektakularnych pożegnań, na których wylewałam morze łez.
Zakończenie dziewiątego sezonu nie trafia do mojej, prywatnej listy najlepszych epizodów Grey’s Anatomy.

3,5 bobra