“Całkiem przyjemny serial” - z reguły pisze się na obyczajowe twory z USA - dlatego od razu postanowiłam dodać przymiotnik “policyjny” ;)
Podobnych seriali jest mnóstwo, dlatego musi być coś, co przyciągnie widza. Po kilku pierwszych odcinkach uważam, że Common Law to całkiem udana produkcja na lato.

Wracamy do czasów “Dempsey i Makepeace na tropie” i “Policjantów z Miami” ;) Oczywiście bohaterowie Common Law nie tylko biegają z pistoletami po ulicach ale mają do dyspozycji - laboratoria, GPSy, DNA, bazy danych, skany i inne cuda, którymi obecnie dysponuje policja.

Postawiono jak zwykle na przeciwieństwa. Dwójka bohaterów uczęszcza na “terapię dla par”, gdzie początkowo jest wzięta za gejów. Partnerzy policyjni mają problemy we wzajemnych relacjach, dlatego ich szef postanowił wysłać ich do sprawdzonej psycholog, która zajmuje się związkami.

Tradycyjnie w każdym odcinku pojawia się nowy wątek kryminalny, którzy zostaje rozwiązany w finale. Nic nowego.
Całą esencją serialu są bowiem główni bohaterowie. Jeden poprawny, dokładny, inteligentny, świetnie ubrany prawnik, który postanowił zostać policjantem. Nadal zakochany w byłej żonie (Warren Kole). Drugi to zawadiaka, podrywacz (znienawidzony przez całą żeńską część komisariatu), z nieodpartym urokiem osobistym i powikłaną przeszłością rodzinną (Michael Ealy)

Kłócą się, obrażają, wytykają błędy, jednak tak naprawdę to jeden może liczyć na drugiego w każdej sytuacji. Całkiem udany dobór aktorów i świetna “chemia” między bohaterami.

Krótko, po kilku odcinkach. Całkiem udany serial. Sporo żartów sytuacyjnych. Nad wątkami kryminalnymi nie trzeba się głęboko zastanawiać, ot taka przyjemna rozrywka na lato.

3 bobry.