Jak się zaczęło czas skończyć.
Chociaż nie mam szczególnej ochoty oglądać nowych odcinków “Przepisu na życie” to wiem, że bezapelacyjnie piąta seria jest ostatnią i po emisji w tvnplayer ciągnie mnie do recenzji.
Przyzwyczajenie to druga natura człowieka - prawda?
Króciutko.

Anka przespała się z byłym mężem. Jerzy znalazł jego dokumenty w łóżku, dał w twarz rywalowi i przyznał się ukochanej, że zna prawdę.

Jedyna, śmieszna scena odcinka to Andrzejek, który wystraszony przez Beatkę wpada do rowu i wątki w szpitalu - “wygodnie Ci”? (kiedy ślubna spycha go na skraj łóżka).

Mimo wcześniejszych zapowiedzi Tadeusz nie rzucił się w ramiona Elki, natomiast został mocno przemaglowany przez Polę.
(Mam nadzieję, że na tym zakończy się wątek byłej Jerzego).

Anka zdradziła ukochanego z byłym mężem. Spłakana przybiega do Poli, która nie może w to uwierzyć (podobnie jak wszyscy fani serialu). Kobieta “nie wie” jak do tego doszło, nie chce się awanturować i ma ochotę zataić zdradę.

Mania kłóci się z Kajtkiem o Grubą (która znikła zupełnie), Janek ma dziewczynę, a Michał martwi się co Zuza “zrobi” Ance.
Pojawia się również tajemnicza koperta, którą Mańka nosi w torebce (a raczej zostawiła u chłopaka).

W finale Anka przyznaje się do zdrady, na co Jerzy lakonicznie odpowiada, że “już o tym wie”.

Wynudziłam się po raz kolejny. Owszem cieszę się, że Anka przyznała się do zdrady, zamiast przeciągać chwilę słabości z byłym mężem w nieskończoność.
Ale więcej niż 1,5 bobra nie dam.