Nie wiem czy tak jak ja postanowiliście zobaczyć ostatni odcinek w prapremierze, dlatego wszystkie spostrzeżenia i recenzja znajdują się poniżej - aby nie psuć przyjemności tym, którzy czekają na niedzielny wieczór.

Ostatnia scena to w zasadzie pożegnanie z bohaterami. Nie martwcie się jednak o zdrowie głównej bohaterki - krwiak usunięto, a ona obok mokrych koni streszcza nam wydarzenia z przyszłości.
Małgosia opowiada m.in.: o wyprowadzce organisty Maćka i jego ukochanej Mirki do Warszawy i o tym, że Paula z dziećmi wyjechali do Kanady.
Elwira z Orestem zostają, podobnie jak Marysia, która na dobre zadomowiła się u leśniczego…

Hm… O czym był ten sezon? Podzielę go na na trzy etapy.

Pierwszy to niewątpliwie wypadek Małgosi, szpital i rekonwalescencja. Przy okazji tych wydarzeń poznaliśmy inną stronę Mirki, która okazała się idealną wybranką dla Macieja (do tej pory nie rozumiem jego relacji z księdzem ;)

Drugi etap to zlepek ważnych i całkiem przeciętnych wątków: Marysia postanawia wziąć rozwód z niefrasobliwym Kubą, rzuca pracę i zaczyna mieszkać nad Rozlewiskiem, powstaje zespół muzyczny, pojawia się biologiczny ojciec Beni i Ordon, który zamawia rzeźby od lokalnego artysty.
(Nie wiem czy przegapiłam jakiś odcinek - więc liczę na Waszą spostrzegawczość i wiedzę. Jak zakończył się wątek z bogatym Francuzem? Czy Pola go zabiła? Jak mu wyperswadowała, żeby zniknął z jej życia?)

Trzeci etap to oczywiście droga, która ma zniszczyć Rozlewisko i pensjonaty, które przy nim funkcjonują. Zdziwiłam się kiedy bohaterowie wystąpili w telewizji i do ratowania pięknych miejsc nie włączył się żaden ekolog…
Wiemy, że chiński wykonawca wycofał się z inwestycji, jednak nadal istnieje ryzyko, że droga się pojawi.

Pierwszy, świąteczny odcinek z narodzinami dzieci, Wigilią i zaręczynami Gosi i Konrada był klimatyczny i naprawdę miał swój urok. Później było tylko gorzej…

Nie rozumiem wątku Elwiry i Oresta, ona stała się infantylna i co tu dużo mówić - po prostu głupia. Ceniłam jej charakterek w poprzednich sezonach, teraz było mi jej po prostu żal.

Wątku Pauli i Sławka nie było zupełnie - wiemy, że Wieczorek pracował ciężko na planach M jak miłość i Julii. Po prostu aktorowi zabrakło czasu na “Rozlewisko”.

+ Nic nie wynikło z wiadomości o tym, że Ewa ma dorosłą córkę. Taki temat bez happy endu i w zasadzie bez sensu…

Momentami miałam wrażenie, że podobnie jak w przypadku kolejnych sezonów “Szpilek na Giewoncie” aktorzy musieli na planie mocno improwizować.

Niestety finał “Nad rozlewiskiem” mocno mnie rozczarował.
Nie dokończono wielu wątków, nie pokazano ważnych bohaterów, tylko z relacji Małgosi dowiedzieliśmy się o poważnych zmianach w życiu naszych ulubionych bohaterów. Tak jakby produkcja postanowiła dokręcić ostatnią scenę na szybko, z monologiem Pani Brodzik napisanym na kolanie…

Czy takie pożegnanie z widzami świadczy o tym, że nie będzie już kolejnych sezonów “Rozlewiska”? Nie mam pojęcia.
Szkoda mi widoków… i Pani Róży. Ostatecznie.