Poniżej kilka słów na temat definitywnego zakończenia Dextera.

* Od razu tłumaczę się z tytułu, który jest odpowiedzią na wszystkie recenzje, które pojawiły się w internecie. Nie czytałam ich przed oglądaniem ostatniego odcinka, ale każda z nich miała “TYTUŁ” (który mimo wszystko mocno rzuca się w oczy) zawierający wielki spoiler do wydarzeń: “Okropny, Irytujący, Jak można było tak zepsuć” itp. itd. Nie widziałam odcinka, a już wiedziałam czego mogę się spodziewać.
Więc u mnie na przekór ;) Jeśli macie ochotę dowiedzieć się co myślę klikniecie dalej, w przeciwnym wypadku pomyślicie, że adminka zupełnie postradała zmysły i serialowy gust.

Finał Dextera był bardzo, bardzo słaby, a momentami żenująco śmieszny.

Osiem lat. Tyle czekali fani na ostateczne zamknięcie historii Rzeźnika z zatoki.
I aż chciałoby się rzec: “Tośmy się doczekali” ;) Gdyby ktoś mi powiedział osiem lat temu, że Dexter zamiast zrobić coś spektakularnego w finale - zostanie samotnym, brodatym drwalem - popukałabym się znacząco po czole.

Scenarzyści jednak byli innego zdania i sprawili, że ulubiony morderca Ameryki pożegnał się z fanami w żałosnym stylu.

Nie będę rozpisywać się o ósmym sezonie - wszyscy wiemy, że było słabo.
W finale Dexter stwierdził, że zabijanie psychopatów już go “nie kręci” i zamiast kroić Saxona woli przebywać z ukochaną i synkiem. Skutego złoczyńcę zostawił na pastwę wymiaru sprawiedliwości - czyli swojej siostry Debry. Cały czas zastanawiałam się czy Morgan zidiociał do reszty i nie zdaje sobie sprawy, że zeznania wroga mogły mu poważnie zaszkodzić?

Saxon postrzelił Debrę, jej brat z lotniska wrócił do szpitala aby dowiedzieć się, że rodzeństwo Morgan bardzo rzadko chodziło po górach.
Niestety jej stan szybko się pogarsza, dowiadujemy się, że doszło do poważnych uszkodzeń mózgu i kobieta nigdy nie odzyska świadomości. Chyba, że zdarzy się cud.

W ostatnich minutach obyło się bez “cudów”, a raczej doszło do kompilacji idiotycznych scenek. Dexter zabija mordercę długopisem na posterunku, przy włączonej kamerze, a jego przyjaciele - policjanci orzekają, że była to obrona własna.

Hannah z Harrisonem (najbardziej poszukiwana w Miami kobieta zapomina o charakteryzacji, ba, nawet nie nosi ciemnych okularów) wyjeżdża autobusem z miasta aby jak najszybciej znaleźć się w Argentynie.
Po drodze ma kilka komplikacji, z którymi szybko sobie radzi - wszak jest gotową na wszystko morderczynią zaopatrzoną w specyficzne trucizny.

Do miasta nadciąga huragan. Dexter odpina respirator, który podtrzymuje życie siostry i wynosi ją w prześcieradle na łódź. Postępuje podobnie jak z innymi ofiarami - wyrzuca jej ciało do morza, żegna się z synkiem i ukochaną (po monologu wewnętrznym o krzywdzeniu bliskich) i płynie na pewną śmierć wprost w oko cyklonu…

Hannah dowiaduje się, że ukochany nie żyje i z trudem powstrzymuje łzy. Musi jednak pamiętać, że ma pod opieką Harrisona.

I kwintesencja finału. Brodaty Dexter, samotnie pracuje w wielkim tartaku. The end.

A gdzie prawdziwy koniec Dextera? Bo czuję się oszukana?
Ano nigdzie. Scenarzyści wymyślili drwala i Hannę, która wychowuje Harrisona. Nie ma więcej “przed i po”. Nigdy nie dowiemy się co zdarzyło się na łódce i jakim cudem Morgan przeżył.

Już nigdy nie zaglądniemy na posterunek w Miami i nie zobaczymy Masuki :(
Nie wiadomo co z.. i Jak zakończyła się historia tego…

Finał Dextera jest kolejną po “Lost” - najsłabszą historią w amerykańskiej kinematografii.
A wystarczyłaby śmierć głównego bohatera…