Namówiliście mnie i zerknęłam na ósmą odsłonę Diagnozy.

Czy to najlepszy odcinek w tym sezonie? Hmm… Wiem, tylko, że już wszystko zostało wyjaśnione.
A reszta poniżej - trzeba szanować tych, którzy czekają do wtorku :)


Anna wraz z Michałem odnaleźli hotel, dowiedzieli się, że to Artman odebrał jej rzeczy, a później pojechali na spotkanie z siostrą.
Były rozmowy, a nawet ważne wyznanie lekarza dotyczące choroby w rodzinie i swoich podejrzeń.

Wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Anna była lekarką, popełniła błąd - wycinając zdrową nerkę, zaczęła ćpać i ostatecznie wylądowała na odwyku.
Artman to jej były mąż i ojciec dzieci, który obecnie wychowuje z nową kobietą.

Czy mam efekt Wow? Ano nie. To wszystko wiedzieliśmy od dawna. Zaskoczeniem może być jedynie błąd w sztuce lekarskiej i późniejsze poczynania głównej bohaterki.
Zostało pięć odcinków.
W najbliższych Leśniewska spotka się z maluchami i zacznie wyjaśniać sprawę medycznej wpadki.

Do finału jednak daleko, więc może scenarzyści szykują dla nas jakieś fajerwerki? Może Jan szprycował ją psychotropami i narkotykami, aby zrzucić swoją winę na jej konto?
Tylko czy mi się chce jeszcze tracić cenne minuty życia,  aby to sprawdzić?

Na plus piękne krajobrazy, praca kamery i niezwykłe kadry. Aktorsko też jest poprawnie. ALE.
Nie tego spodziewałam się od jednego z najbardziej zachwalanych seriali TVN. Wiem, że się powtarzam jak zacięte radio ;)
Mimo, że odcinek dał nam odpowiedź na mnóstwo pytań, ja tego nadal nie kupuję.
Marta jest okłamywana przez lata, a przyjmuje wiadomości kręcąc głową z niedowierzaniem. Pewnikiem jeszcze będzie bronić męża jak lwica.

Szkoda, że nie skupiono się bardziej na wyrazistych wątkach drugoplanowych. Bo ewidentnie marnuje się potencjał Czerneckiego, czy Bohosiewicz.

Może niedostatecznie wkręciłam się w historię? (W sumie w co tu się wkręcać?)
Tak jak pisałam na początku - wszystko już mamy podane na tacy. Czas na ruch Anny.
Osobiście bardziej podobał mi się epizod z wypadkiem na kopalni.
3 bobry.

Ps. Naprawdę nie znam się specjalnie na przeszczepach. Z tego co wiem to potrzebne do transplantologii organy przewozi się nawet z najdalszych miejsc w specjalnie przystosowanych pojemnikach.
Więc jeśli lekarze od razu, przy stole zorientowali się, że nerka pacjentki jest zdrowa i nie ma guza - to nie dało się jej dokładniej zbadać i ponownie “przyszyć?”.
Czekam na Wasze opinie.