Serial oglądam regularnie, obecnie z uwagi na Macieja Stuhra, który dołączył do obsady.

Nie byłam fanką poprzednich odsłon, nie jestem i tej.
Schemat jest nadal ten sam: wielka zagadka kryminalna jako główna oś, problemy prywatne lekarzy, nowy bohater i powroty do przeszłości.

Walka z koncernem farmaceutycznym, nielegalne operacje, a teraz… skażona gleba.
Procedury, bieganie po działkach i okolicznych laskach - to już domena Anny. Wspiera ją Szymon.
Tak na marginesie to myślę sobie, ile te biedne dzieci lekarki już przeszły w swoim krótki życiu ;)

Najsmutniejsza postać to Michał.
Szczytowa forma uzależnienia od lekarstw, kontakty z niebezpiecznymi ludźmi, wypisywanie fałszywych zwolnień.

W tle skazani z poprzednich sezonów: Bogna, mszcząca się na Artmanie i Olivier zamartwiający się o pozostawioną córkę.
Jan wykorzystuje pieniądze i znajomości, bowiem wisi nad nim wizja więzienia.

Marta pokochała kolejne dziecko. Tym razem jej uczucia zawojowała dziewczynka ze Wschodu.
Podejrzewam mocną walkę o możliwość adopcji i rozdzierające serce sceny rozstania.

Sadzik kłóci się z nowym pediatrą, a zarazem bratem, który onegdaj był w związku z Marzenką.
Szymon ma żal do byłej narzeczonej o ilość pociech i brak własnych ambicji.
Wandzia jest sfrustrowana i wyładowuje się na znajomych z pracy. Okazuje się, że to wszystko wina seksu. A raczej jego braku.

W finale czwartego odcinka Anna miała kolejny wypadek. Obawiam się, że powróci amnezja ;) Żartuję oczywiście.

Aktorsko jest bardzo dobrze - do tego nigdy nie miałam zastrzeżeń.
Reszta to kalka.
Być może za dużo już tych tragedii, wypadków, zatruć, morderstw i chorych dzieci?

Nie dam więcej: 3 bobry.