Mieliście rację - akcja zaczyna się odrobinę zagęszczać.

Jest Artman, który bez mrugnięcia okiem płaci za pokój i dzięki temu zdobywa dokumenty (też dziwne, że recepcjonista bez okazania dowodu wydaje rzeczy nieznanej twarzy).
Już wiemy, że to on finansował szwedzką opiekunkę i chce jak najszybciej pozbyć się kobiety ze szpitala i swojego życia.

A Anna pokazuje pazurki - wrzaski na korytarzu są z pewnością wywołane traumatycznymi wspomnieniami, które są coraz bardziej wyraźne. Podpis krzyżykami - niby nieświadomy czyn chorej kobiety bez nazwiska, a popatrzcie jak się przydał.
Wolski pomaga. Obecną partnerkę, z którą dzieli łoże traktuje bez większego szacunku, a wstawia się za obcą pacjentką.
Tu ciekawy telefon, tu drętwienie dłoni. Są też strzępki innych wątków, na razie tak marne, że nie mam nawet jak ocenić gry aktorskiej.

Był też grill. Niestety piosenka w tle wyjątkowo mocno przyćmiła dialogi, a całość trwała minutę. A szkoda. Tu właśnie był potencjał na wykorzystanie gwary, czy pokazanie charakteru naszych bohaterów.

Uśmiałam się na widok map Szwecji, które zatroskana żonka przytargała do Polski w torebce ;) To tylko może zdarzyć się w serialu: Jadę do obcego kraju, ale kupuje mapy i przewodniki mojego - może się komuś przydadzą ;)

Ogólnie nadal się nudzę, raz mniej, raz więcej. Szału nie ma.
Czekam na zapowiadany efekt Wow. Może być nawet maleńki “wowik”. Cokolwiek ;)

2,5 bobra

fot. facebook.pl