Jak widzicie cierpliwie czekam do premier telewizyjnych ;)
Drugi odcinek za nami, a ja nie mam o czym pisać.

Anna przeszła kolejną skomplikowaną operację, a “zły” zajumał telefon i zwolnił dobrotliwą Tereskę.

Oczywiście nadal oglądamy wątek młodej pary, która uległa wypadkowi.
On zmarł, Ona urodziła dziecko i musi się trzymać (bowiem tak powiedziała Pani doktor).

Klimat i zdjęcia całkiem udane. Przede wszystkim te w niebieskim odcieniu - niepokojące i intrygujące.
Gra aktorska również bez zarzutu, chociaż Piotr całkiem zapomniał, że ostatnio mówił gwarą.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko, kiedy serial powoli odkrywa swoje karty i nie jest naładowany dynamiczną akcją. ALE wtedy musi bazować na wątkach pobocznych, rewelacyjnych dialogach, genialnych bohaterach, czy dających do myślenia zwrotach akcji.
Na Diagnozie się nudzę.

Bo co wiemy?
Artman chce wyjechać do Niemiec na staż/szkolenie, znalazł dowód osobisty Anny, wykradł telefon. Okrzyczał Tereskę za kontakt z matką dzieci i odsłuchał nagranie prawniczki.
Reszty papierów nie ma. Podejrzewam, że znajdują się w autobusie, którego szczątki właśnie przewożą strażacy.
W szpitalu pojawił się synek i reakcja zmęczonej pacjentki może być różna: albo uśmiechnęła się na widok słodkiego blondasa, albo go rozpoznała.
Tylko czy wyłapywanie kilkusekundowych grymasów jest warte 40 minut odcinka, którego akcja w zasadzie stoi w miejscu?

Oglądam i czekam na to napisałam powyżej.
Za klimat i zdjęcia 2 bobry.