Zupełnie zapomniałam sobie o tym, że oglądałam prapremierę.
I wyczekałam się do emisji telewizyjnej, zerknęłam na darmowy player i naszło mnie uczucie “deja vu” :)

Tytuł recenzji jest w zasadzie całym podsumowaniem wydarzeń, które zaobserwowaliśmy.

Dzięki pomocy policyjnych techników “magików” Michał odczytał nazwisko swojej podopiecznej.
Anna przed utratą pamięci była lekarką (ale o tym wiemy już z poprzedniej odsłony).
Artman kłamie i zaczynają mu puszczać nerwy.

Pojawiło się kolejne pytanie. Czy nasz ulubiony chirurg również choruje na stwardnienie zanikowe boczne? Ręce się trzęsą, ale nie ma po co robić badań, które w łatwy sposób wyjaśniłyby wszystko.
Może później, może kiedyś.

Wanda zaopiekowała się dzieciakami kolegi z pracy, a on w zamian za obiad i czytanie bajek przeprowadził konkretną rozmowę z okaleczonym górnikiem - mężem w depresji.
Konkluzji brak.

Pojawiła się nauczycielka, którą rodzice podopiecznych bardzo szybko oskarżyli o nadużywanie alkoholu. Jedynie Anna (nie wiemy jakiej specjalizacji) od razu trafnie znalazła przyczynę dolegliwości.

I to wszystko zajęło scenarzystom przeszło 40 minut.
Naprawdę nie wiem jakim cudem ludziska czekają na każdy odcinek Diagnozy z wypiekami na policzkach.
No błagam Was.

Przepraszam, że zapomniałam.
Ale w odcinku nie wydarzyło się nic szczególnego/ciekawego.
Za tydzień dowiemy się, że mąż pozbierał rzeczy z hotelu i poznamy siostrę. Liczę na cokolwiek.
Dzisiaj dam 1,99 bobra. I to za Jowitę Budnik.