Fani czekali na ten odcinek rok (nadal uważam, że to nie była mądra decyzja TVNu). W końcu mogliśmy zobaczyć co wydarzy się po wypadku Jerzego, bo o to czy przeżyje nie musieliśmy się martwić - zdjęcia z planu, informacje, spoilery zdecydowanie były jednoznaczne.

Czy to był dobry epizod? Mam mieszane uczucia…


Kilka minut po wypadku: tragedia Anki, pomoc rodziny i przyjaciół - wiarygodne i całkiem dobrze zagrane. Dodatkowo trwają dwa śluby. Pola jak na najlepszą  przyjaciółkę przystało rzuca wszystko i biegnie do szpitala. W przeciwieństwie do apodyktycznej Beatki - ma za złe Andrzejkowi, który ślubuje jej w pośpiechu i stara się pomóc przyjacielowi (nota bene świetna scena, kiedy Żabcia po raz pierwszy nazywa Jerzego swoim przyjacielem).

Galimatias, super śmieszne dialogi w USC - “Czekamy na żonę”, “Anka jest nieprzytomna!”, życzenia od teścia, wściekła Beata, która zakazuje rozmów z ojcem jej kilkumiesięcznej córeczce…

I na dodatek nowa znajomość Karola - Rita Hałas z uroczym pieskiem o imieniu “Karol”.

Mańka tradycyjnie wkurzająca, chociaż tym razem dowiedzieliśmy się, że jest “zdrową egoistką”. Podoba mi się jej nowy znajomy z baru - zgrabnie wpleciony wątek studenta ASP i konserwatora zabytków - w końcu jakiś ciekawy chłopak (i do tego przystojny ;)

Wątek Poli i Tadeusza ograniczony do minimum. Szkoda, bo  jak dla mnie moment wspólnego zamieszkania mógłby być równie śmieszny co zaręczyny lub próby kulinarne Poli.

W połowie odcinka zobaczyliśmy napis: “Trzy tygodnie później”. I poza “randką” Ireny w parku (niebanalna wymiana zdań) zaczęła się tendencja spadkowa.
Pomijając zakupy przyjaciółek, okrojone sceny z udziałem Grubej, która dostała pierwszą klientkę do czesania (również pełne pole do komediowego popisu scenarzystki - źle włączony sprzęt, użycie farby zamiast lakieru itp. - Zośka po zauważeniu adoratora mogła nabroić ;) w końcu Jerzy się obudził.

Ma amnezję i wezwał żonę, zupełnie zapominając o Ance. Ja tego nie kupuję. Być może Pani Pilaszewska wybrnie z tego w kolejnym odcinku ale… to już było w każdej durnej telenoweli. Ba! jeśli Jerzy przypomni sobie kogo naprawdę kocha po pocałunku, to już całkiem stracę szacunek do Przepisu na życie.

Nie było scen z gotowaniem (poza krojeniem przez Mańkę granatów i ziemniaków) i tego bardzo mi brakowało. Szkoda również, że w szpitalu lub w życiu Anki nie pojawiła się żadna osoba z Imbiru lub Kardamonu - zero wsparcia od współpracowników.
Dziwne, że przez trzy tygodnie nie pojawił się Janek ze swoją mamą - ostatnia scena miała nas zszokować? Bo to, że prędzej czy później wpadnie Elka było do przewidzenia.

Cieszę się, że mimo wszystko odcinek skupił się na innych bohaterach. Za początek i Żabcie + nowego chłopaka Mańki dam bobra.
Ale ludzie - AMNEZJA?

2 bobry