Tak przyznaję się. Zostałam wciągnięta do świata “Zniewolonej” i nie mogę doczekać się kolejnych odcinków.
Przez własną mamę :)

Letnie rozmowy zdominował temat Czerwińskich i zakochanego Alieksieja. Po 20:30 do rodzicielki dzwonić nie wolno, bowiem “ma film”.
Zerknęłam na wyniki oglądalności na wirtualnych mediach i z ciekawości chciałam sprawdzić “co to za cudo”.
Wsiąknęłam, nadrobiłam, oglądam.

To oczywiście telenowela. Pięknie nakręcona, z rozmachem omaszczona, ale nadal telenowela.
Tylko czy na czas “ogórkowy” jest mi potrzebne coś więcej?

Poza czarnymi charakterami mamy słodką Katierinę, przystojnego kowala i uroczą pokojówkę. Miłość wyskakuje z każdej strony, podobnie jak zazdrośni kochankowie.
Harlequin w pełnej krasie.

Jest sporo nieprzewidywalnych zwrotów akcji i mnóstwo ciekawych bohaterów drugoplanowych.
Z uwagi na to, że serial nie ma 500-set odcinków mogę polecić. Nie spodziewajcie się jednak czegoś nieszablonowego, co będzie mocno skłaniać do myślenia.

To rozrywka w najprostszej formie.
Dla fanów “Niewolnicy Izaury” i “Zbuntowanego Anioła” pozycja obowiązkowa :)

Ps. Przy okazji twórcy “Korony królów” mogą zerknąć na scenografię i kostiumy. Tak to się robi!