Przyznaję, że mam spore zaległości w ocenie “Na krawędzi”. Za nami już dziewięć odcinków.
Z uwagi, na to, że serial oglądam w prapremierze, tych którzy czekają na wrzesień proszę - nie czytajcie tekstu poniżej.
Zawiera mnóstwo Spoilerów, które zepsują Wam całą zabawę.

Na wstępie.
Uważam, że drugi sezon “Na krawędzi” jest lepszy od pierwszego. Bardzo mało polskich (i nie tylko) produkcji może pochwalić się takim wyczynem.
Przyznaję. Obawiałam się, że brak Marty Sajno w roli głównej będzie problemem. To ona w pierwszym sezonie budowała całą akcję i ciężko mi było sobie wyobrazić, że w drugim jej rola będzie jedynie “gościnna”. Wyszło idealnie.
Scenarzyści: Maciej Dutkiewicz i Arek Borowik wyważyli jej obecność w perfekcyjny sposób. Marta dalej jest ważna w zdarzeniach, jednak cieszę się, że Fundacja zeszła na dalszy plan i widzowie są świadkami zupełnie nowej historii.

A historia z odcinka na odcinek - coraz bardziej się rozkręca i wciąga.
Trup ściele się gęsto. Od postaci drugoplanowych, do których szybko się przyzwyczajamy - po głównych bohaterów. Zginęła Lena Korcz. Chociaż muszę wyznać, że bardziej przejęłam się “zastrzeleniem” Protasa. Łukasz Simlat nadal jest jednym, z moich ulubionych bohaterów tej produkcji. Na szczęście wiemy, że mężczyzna przeżyje.

Od handlu bobasami - co już było bulwersujące - przeszliśmy do sprzedaży niemowlaków, których matki są chore na HIV. Badania, tajemnicze tabletki… Czy dzieci są kupowane do eksperymentów medycznych? Na to wyglądało, kiedy tajemnicza pielęgniarka pokazywała Joasi filmik z udziałem jej córeczki. Mała ewidentnie była podłączona do specjalistycznej aparatury.
Odpowiedzi na wszystkie pytania poznamy za kilka odcinków.

Świetne aktorstwo, dialogi naprawdę dopracowane w każdym szczególe. Życie zawodowe bohaterów przeplata się z prywatnym.
Czyż wścieka się, szuka dowodów, bije podejrzanych, a jednocześnie piecze kiełbaski na ogniu i układa puzzle. Jego ironicznie teksty nadal mnie rozbrajają.  Zauważyłam, że znowu chwalę Pana Sadowskiego. Ale uważam, że to jego najlepsza rola dotychczas.

W tym sezonie dużo więcej do zagrania ma Maja Hirsch, która uwikłała się w romans, z człowiekiem, który ją szpieguje. Po dziewiątym odcinku wiemy trochę więcej. Krzysztof jest bratem zmarłej “Pani Lande”, który szuka zemsty na mordercach.
+ Urocze wyznanie miłości w kajdankach ;)

Serial jest na naprawdę wysokim poziomie. Trudno mi opisać wszystkie wątki, bo w ciągu dziewięciu epizodów sporo się zmieniło.
Muszę pochwalić “Na krawędzi” za to, że przełamuje bariery i pokazuje to, czego w polskim serialu już dawno nie było. Wulgaryzmy rzucane w odpowiednich chwilach nadają smaczku, ale na szczególną uwagę zasługują aktorki, które nie boją się pokazać ciała ;) i uprawiają seks jak w czasach PRL-u. Czyli pokazują biust. To duża nowość na naszym rynku.

Za odcinek 9 - 4,5 bobra.

Abstrahując od wszystkiego podejrzewam, że Korcz żyje. Po ostatnim odcinku, w którym dowiedzieliśmy się, że wszystko zostało utajnione mam wrażenie, że ambitna policjantka sama wymyśliła tą mistyfikację. Śladowe ilości jej DNA, brak informowania rodziny (Tamara na wieść o matce odrobinę się zbulwersowała), a nawet mina szefa - Kani.
Już nie mogę doczekać się finału.