Przerwa pomiędzy odcinkami była absurdalnie długa. Wyczekiwanie na nowe perypetie Gregorego okraszane były różnego rodzaju zwiastunami i fragmentami odcinka. I wiedzieliśmy od dawna, że pojawi się “przesympatyczna teściowa”, którą zagra Candice Bergen.
Tym większa szkoda, że jej odwiedziny trwały tak krótko i właściwie całość uszczypliwości i niewybrednych komentarzy widzieliśmy już wcześniej na zwiastunach.

Przypadek bohatera, w którego wcielił się znany z filmów o Scooby-Doo Matthew Lillarda nie był specjalnie dramatyczny. Tradycyjnie po złych diagnozach i próbach leczenia objawów na samym końcu Gregory wpada na rozwiązanie zagadki - tym razem winna była córka i ospa wietrzna. Momentami wiało nudą.

Zapowiadany pobyt teściowej strasznie krótki. I właściwie szkoda, że nie wykorzystano potencjału rewelacyjnej aktorki - Candice Bergen. Uszczypliwości przy stole i seria pytań o losy związku córki z doktorem - stacja FOX podesłała już fanom. Widząc filmik z kolacji byłam pewna, że odcinek w całości będzie opierał się na przekomarzaniach Dr House z mamą Cuddy. Nic z tego. Wizyta w przychodni (dwa zdania), kolacja urodzinowa z uśpieniem i zupełnie niepotrzebna wizyta w biurze przyszłego zięcia. Z przeprosinami.

Świetny House, który bał się furii teściowej i ukrywał się w pokoju pacjenta. Dobrze rozegrany wolny wieczór ze szkocką w roli głównej.
Ale odcinek niestety przeciętny.

Jedynie Taub i jego propozycja rozwodu posunęła akcję do przodu.

Martha M. Masters działa na nerwy nie tylko Gregoremu. Ja też nie przepadam za tą postacią.

3 bobry. Ze złości za zmarnowanie wątku z teściową ;)