Coraz szybciej zbliżamy się do połowy sezonu.
Dzisiaj mam mieszane uczucia. Nie był to zły odcinek, ale ciężko mi go nazwać “przełomowym”.
Zacznijmy od początku.

Ostatnio rozpisałam się o relacjach łączących Monikę i Marcina, więc dzisiaj sobie daruję uszczypliwości. Muszę jednak zauważyć, że para nadal nie była na żadnej randce, nie widziałam większych czułości, a już mieliśmy namiętny seks na planie serialu.

Czy tylko ja mam wrażenie, że Małgorzata Kożuchowska nie umie się całować z brodatym kolegą? ;)

Oczywiście wątek szpitalny tradycyjnie pokazał nam, że menadżerka ma dobre serce i zaopiekuje się nie tylko małą dziewczynką, ale i wywalczy wątrobę dla jej ojca.
Tradycyjnie na plus Pani Jadzia, która jest ujmująca.

Maja Ostaszewska nadal w formie. Uśmiałam się podczas wypadu do klubu. Taki tam flircik z udziałem kolorowych drinków i dwóch przystojniaków w garniturach zamienił się w pijacki monolog o męskich draniach.
Nie dziwię się, że Panowie uciekli z pola bitwy ;)
(Zastanawiam się jaki program oglądała Lidka… W tle słyszę słowa prowadzącej, a widzę bohaterkę, która krzyczy “Dawaj!”).

Maciej Musiałowski to nazwisko, które warto zapamiętać. Wyczytałam, że młody student aktorstwa wygrał główną nagrodę na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.
Bardzo podoba mi się jego relacja z Bartłomiejem Świderskim. Buntownik z ukulele dopiero się rozkręca. A ja trzymam kciuki za jego wątek.

Magdalena Boczarska fałszowała okrutnie. No cóż takie czasy, gdzie gwiazdy kompletnie nie umiejące śpiewać tłumaczą się przeróżnymi okolicznościami. Jednym ktoś niszczy nagłośnienie, innym wypruwa się suwaki z kostiumów, a jeszcze inni mają za twardą wodę w hotelu ;)
Show musi trwać, a Sarę niebawem zastąpi bardziej uzdolniona wokalistka.

Odcinek minął bardzo szybko. Nie nudziłam się, jednak nie wydarzyło się nic szczególnego.
Myślę, że 2,99 bobra będzie oceną optymalną.