Jedno muszę przyznać. Czwarty odcinek oglądało się szybko i sprawnie.
Pocałunki, które pojawiły się w zwiastunie okazały się snem głównej bohaterki. A ja dziwię się, że Monika tak szybko zauroczyła się chirurgiem. W zasadzie para odbyła dopiero kilka rozmów, więc kiedy zdążyli sobie “zawrócić w głowie”? ;)

Większy problem mam jednak z naiwną do granic możliwości siostrą. Lidka broni swojego męża, mimo, iż chłop kłamie jak najęty.

Nikt nie robi problemu z powodu wizyty komornika w domu? Grzesiek zamiast pokajać się przed połowicą raczej ma zastrzeżenia co do pomieszkiwania Moniki.
Wziął kredyt na zakup prezentu dla córki… Co to mogłoby być? Kucyk? Najnowszy model telefonu, laptop? Taki zakup bez konsultacji z żoną? W ich sytuacji finansowej? W głowie mi się to nie mieści.
Lidka zamiast spokojnie poczekać i sprawdzić korespondencję męża wyciąga komputer kilka sekund po jego wyjściu - nawet nie bacząc czy drzwi są dobrze zamknięte ;)

Cudowna Pani Jadzia w roli chóru greckiego. Jak widać kobieta ma świetną intuicję co do mężczyzn. Jakub został zbesztany, ale zdążył wyżebrać od byłej narzeczonej chwilę rozmowy.
Ciekawe czy dobra Monika pomoże mu utemperować aktora.

Odcinek zdominowała sprawa piosenkarki jazzowej. W zasadzie finał i występ córki był przewidywalny. Momentami bolałam nad bardzo słabym playbackiem ;)

Okazało się, że zbuntowany nastolatek to syn chirurga. Jest i była żona, która wydaje się całkiem normalna (przynajmniej na razie).

Czwarty odcinek podobał mi się bardziej niż poprzednik. Cieszę się, że w końcu wykorzystano potencjał postaci drugoplanowych - Mecwaldowski jest świetny, chociaż gra niesamowitego buca ;)

Może kiedy Monika otworzy agencję coś ruszy do przodu?
2,5 bobra.