W kilku słowach, bowiem sama jestem zdziwiona.
Trzeci sezon to jak na razie najlepsza odsłona Drugiej szansy. Odcinki ogląda się szybko, bez znużenia i poczucia zażenowania.

Nawet powrót Sary nie zabolał tak jak zwykle. Boczarska (wybielona dostatecznie w poprzedniej serii) naprawdę daje sobie radę, a wątek popularnej aktorki w końcu przemienia się w coś niezłego.

Borecka rozpoczyna pracę nad nowym kanałem tematycznym. Ma nowego asystenta, ale przede wszystkim korzystne warunki pracy.
Więcej czasu z Basią, a mniej biegania w ekstrawaganckich ciuchach wszystkim wyszło na dobre.

Po raz kolejny pojawił się Swenson. Czekamy na wyniki badań DNA, ale już wiadomo, że jest ojcem malutkiej.
Mimo, że jest “czarnym charakterem” ja okrutnie cieszę się, że Pan Topa zagościł w naszych telewizorach na dłużej. I cóż… Trzymam kciuki za relację Adam-Marcin.

Zeit-Starczyńska jako całkiem udany duet, ale dzisiaj ujęła mnie zaborcza babcia, która dała się podpuścić jak nastolatka.
I ta niechęć w stosunku do Pani Jadzi i jej uczestnictwa w wychowaniu wnuczki.

Najlepszy jest wątek Lidki.
W końcu przestała się użalać i poznała swoją wartość. Bez ogona w postaci męża, Ostaszewska rozkwitła. Może pokaże więcej warsztatu aktorskiego? Uwielbiam ją, więc naprawdę na to liczę.
Na horyzoncie czai się nowy padalec, który podcina jej skrzydła. Węszę romans ;)

Odcinek bez zadęcia, ale też nie zachłysnęłam się żadną sceną i nie wyróżniam szczególnie kreacji aktorskiej.
Brak Justyny i Ksawerego uwzględniam ;)

3,5 bobra.

PS. Czy podczas seksu w samochodzie tak migają światła?