Jestem zadowolona z poziomu piątego odcinka.
Akcja zdecydowanie nabrała tempa i pojawiło się kilka wątków, które z pewnością będą się rozwijać.
+ Muzyka Bovskiej jest rewelacyjna :)

W końcu naiwna do granic przyzwoitości Lidka poznała prawdę. Grzesiu nieźle się urządził: Dwa domy i dwie zakochane kobiety.
Ciekawi mnie tylko co zrobi jego nowa “miłość”. Przecież właśnie dowiedziała się, że jest oszukiwana od lat…
Szkoda jedynie tortu bezowego. I świetnego pojemnika do przewożenia ciast ;)

Monika wynajęła mieszkanie, otworzyła nową agencję i kupiła kanapę.
Dodatkowo całowała się z doktorkiem!
Nadal uważam, że ten wątek jest zupełnie nieprzemyślany. Para rozmawiała ze sobą kilka razy, a już poczuli do siebie “miętę”. Ja zupełnie nie zauważyłam rodzącego się uczucia. Ba! Nie widzę żadnej chemii pomiędzy głównymi bohaterami. Zabrakło mi momentów, spojrzeń, dotyku - czegokolwiek, abym uwierzyła w ich uczucia.
Oczywiście na przeszkodzie miłości stanie choroba byłej żony.

Ciekawe co powie Monika, kiedy zauważy na swojej dizajnerskiej sofce ślady uprawiania seksu ;)
Scenki Ksawerego z wokalistką były bardzo dobrze zmontowane (światło, praca kamery, muzyka), jednak dziwię się Justynie, że tak szybko dała się porwać namiętności. Przecież widać, że Ksawery to jeszcze dzieciak.

I jeszcze jedno. Po tylu latach pracy w branży Ola zapomina się wylogować z poczty?

Mimo drobnych zastrzeżeń odcinek uważam za udany.
Na plus Ostaszewska i Domagała, który w końcu nie jest “Krzyśkopodobny”.
3,5 bobra