Kończymy trzeci sezon, a już jesienią mają się rozpocząć prawdziwe zmiany w życiu Boreckiej.
Trzymam za to kciuki, bowiem prześladowca już mocno się przejadł (a jeszcze będziemy musieli się z nim pomęczyć), a rozstania i powroty głównej pary też niczego do akcji nie wnoszą.

Co wydarzyło się w przedostatnim odcinku?

Zakochani bawią się w dom. Jest idylla i śniadania ze świeżymi bułeczkami w roli głównej.
Ona niby nie chce wracać do pracy, jednak Prezes mami białymi różami (niebezpieczny kolor kwiecia w tym sezonie ;) a telefon z Niemiec dzwoni i dzwoni.
Wiadomo Borecka jest profesjonalistką i musi wszystkie sprawy doprowadzić do końca.

W międzyczasie w pułapkę zastawioną przez Adama wpada Jacek. Już wiadomo, że asystent jest prześladowcą!
Policja wpada na ten sam trop (Brawa i owacje).
Niestety nikt nie chce wysłuchać Swensona - matka Basi ignoruje jego telefony. W tym momencie pomyślałam sobie, że kolejny raz w polskim serialu widzimy ludzi cierpiących na znaną przypadłość - nieumiejętność wysyłania krótkich wiadomości znanych jako SMS.
Ale gdyby Monika została ostrzeżona, to nie byłoby “dramatycznego odcinka” ;)

Wątek z operacją ojca Sary wyskoczył nagle i w zasadzie nie mam pojęcia po co.
Scenarzyści upchnęli w kilku minutach wyznanie matki, diagnozę, strach, ból i radość.
Mam podejrzenia, że trwa wybielanie Kamila i w kolejnych odcinkach ulubieniec Dominika stopi serce Sary.
Nie przepadam za tak nachalnym traktowaniem widowni.

Natomiast na duży plus wszystkie momenty z Grzegorzem i kolorową Jagodą.

Pani Jadzia wykryła u zastępcy objawy świnki (nota bene cały szpital wypełniony specjalistami, a salowa stawia poprawną diagnozę).

Odcinek był przedsmakiem finału. Basia u dziadków, Marcin stara się ostrzec ukochaną, a ta nieświadoma zagrożenia jedzie z psychopatą w kierunku Berlina.

Za Jadzię, Jagodę i optymizm Moniki - 2,5 bobra.