Jestem już po maratonie, ale kolejny odcinek opiszę niebawem ;)

Zacznę od tego, że im mniej “Bazy” tym lepiej. Przynajmniej dla mnie.
Ósma odsłona była dużo lepsza niż poprzednio za sprawą dwóch wątków, które uwielbiam: Prezes po zawale i Prezes szachista.

Polina została zaproszona na przyjęcie organizowane przez zwierzchnika Swensona.
Nie dość, że inteligentna, wykształcona i znająca się na rozgrywkach to jeszcze niewiarygodnie skromna i normalna dziewczyna. Niebawem książę z bajki wykona mocniejszy ruch - i już nie mogę się tego doczekać.
Adam chciał pobawić się w “Pretty Woman” i zabrał kobietę po sukienkę za bagatela 3 tysiące złotych. Po co wydawać tak nierozsądne pieniądze, jeśli można się pięknie ubrać w pobliskim lumpeksie? Brawo!

Drugi Prezes (Jacek Braciak w tym sezonie rozkwita nam cudnie) postanowił wyłożyć karty na stół.
Młoda żonka - idiotka została zwolniona (jak onegdaj w programie Donalda Trumpa), a Starczyńska szybko wskoczyła na jej miejsce. Odbyły się niebanalne oświadczyny przykrywane wybuchami śmiechu.

Monika z pomocą rodziny uzbierała pieniądze dla szantażystki, a Grzegorz podszedł do sprawy bardzo lekkomyślnie. Jak można zostawić kopertę w taksówce?
Szykują się kłopoty, tym bardziej, że Alina nie walczy uczciwie i już zawiadomiła policję o rzekomym pobiciu (szkoda, że Krzysztof Konopka otrzymał rolę bardzo drugoplanową).

Na deser Szara przedstawiła jasną sytuację. Nie będzie patrzeć bezsilnie jak jej ukochany facet zaczyna interesować się Borecką. Odchodzi z pracy.
Jesteśmy coraz bliżsi poznania tożsamości Szefa, który dybie na kamienicę.
Piotr wychodzi na kłamcę i sprzedawczyka, ale to zupełnie do niego nie pasuje, więc nie ma co się bawić w Monikę ;)
Odrobina zaufania na pewno się przyda.

Za Prezesów, Grzegorza, który w końcu postawił się szalonej ekolożce i Szarą o dobrych intencjach:
3,5 bobra.