Oczywiście trzeciej serii, bo czwarta już jesienią :)
Scenarzystka przez cały sezon pokazywała nam, że relacje Anki i Jerzego są dojrzałe, para nie obraża się o byle głupoty i potrafi ze sobą rozmawiać. W ostatnim odcinku wróciliśmy do “normy”. Zazdrośnik i sytuacje, które ciężko wytłumaczyć. Krzyki, płacze, pretensje, kłótnie. “Tak ładnie żarło i zdechło”. Niestety.

Anka też nie jest bez winy. Pozwala się kokietować, dotykać, przystojny Francuz prawi jej komplementy, karmi ją łyżeczką. Oczywiście w końcu, kiedy chce ją pocałować sytuację zastaje Jerzy. Jest wściekły - i wcale mu się nie dziwię. Mam jednak wrażenie, że to wszystko już było, już przerobiliśmy i naprawdę spodziewałam się czegoś bardziej oryginalnego niż kolejne wydanie Jada.
Tym bardziej w finale.

Wandzia jest zdrowa! Wzruszająca scena oświadczyn i wsparcia przyjaciół. Również bardzo podobała mi się dorosła wersja Mańki. Zdziwiłam się, że płakała tylko matka - ale w zasadzie przez cały sezon widzieliśmy użalającego się Andrzejka i może już za dużo tych męskich łez ;)

Szkoda, że nie widzieliśmy scen w szkole - w końcu Gruba dowiedziała się, że jej adorator studiuje fizykę. Wątek został urwany. Podobnie jak w przypadku ślubu Poli i Beatki. Tutaj też scenarzystka mogła poszaleć z wątkami komediowymi - zamiast tego oglądaliśmy śpiewającego Adamczyka i pokaz tańca na rurze (moim zdaniem przereklamowany, chociaż Maja Ostaszewska wyglądała genialnie).

Kilka sekund w Kardamonie, kilka sekund w nowej restauracji Anki, wszystko strasznie chaotyczne, bez ładu i składu, a co najważniejsze bez rozwinięcia wątków na nowy sezon.

“Lezie i to w jakim stanie” - świetny tekst charakteryzatorki w telewizji. W zasadzie wątek nowego programu kulinarnego też został potraktowany “po macoszemu”.

Wypadek Jerzego - tak jak wcześniej myśleliście wydarzył się w ostatnich sekundach. Przyznaję wyglądał spektakularnie. Ale to takie banalne zakończenie sezonu. Widać, że produkcja wiedziała, że podpisano umowę na nowe odcinki i można zakończyć wielkim znakiem zapytania o życie jednego z głównych bohaterów. Szkoda, mimo wszystko liczyłam na happy end - chociażby sceny ze ślubu Poli i Beatki z Andrzejkiem…

Cały sezon podobał mi się zdecydowanie bardziej niż drugi. Kilka odcinków było naprawdę rewelacyjnych. Żabcie całkiem się pogubiły, chociaż cierpiący Andrzejek był genialny. Byłam pełna szacunku dla scenarzystki, która postawiła na dobry związek Anki i Jerzego, ich rozwój i wzajemne relacje. Wszystko grało, aż przydarzył się finał.
I niestety “dupa” jak w tytule. Nie śmiałam się, kilka scen było bardzo naiwnych i naprawdę niedopracowanych.
I zamiast rozwijania wątków poświęcono za dużo czasu na rozwijanie papierowych ręczników wiadomej firmy.

Jestem zawiedziona. Nie dam więcej niż 2 bobry.