Przedpremierowo zerknęłam na najnowszy odcinek “Dziewczyn ze Lwowa”.
Z uwagi na spoilery zapraszam poniżej.

Nie jest to mój ulubiony serial, ale każda obyczajówka w Polsce jest na wagę złota ;)
Oglądam przy domowych czynnościach celem odstresowania.
Polubiłam bohaterki, nie mam większych wymagań, czy ogólnych oczekiwań.
Taka telewizyjna historyjka, o grupie przyjaciółek i perypetiach dnia powszedniego.

I nagle Bach! - Scenarzysta zaszalał.
W momencie, w którym jedna z Pań jest w ciąży, ułożyła sobie życie z bardzo dobrym człowiekiem robimy wielki przewrót.
Mecenas został zabity.
W przeciągu chwil kilku z komediowej opowiastki robimy dramat.
Swietłana trafia do szpitala, a bohaterki do więzienia. Jak widać na streszczeniach czekają nas przesłuchania i nowe losy.

Zezłościłam się odrobinę. To tak jakby w Ranczo (ten sam reżyser) podczas walki z mafią zabito jedną z głównych postaci, a reszcie całkowicie poprzestawiano w dotychczasowym życiorysie.
Po co to komu?

Oglądam kolejne odcinki i dopiero wtedy pokuszę się o ocenę.
Podejrzewam wysyp smutku.