Nie piszę o tym serialu często.
Swoją opinię wyraziłam po pierwszym sezonie - i podobnie jak w przypadku “Wojennych dziewczyn” cytując Kayah:“Po co, po co, po co?”
To nie jest Ranczo - umówmy się.
Z dwojga złego jednak to chyba wolę Ukrainki, niż nową odsłonę przepłaconego serialu o walczących.
Serio mówię.

I nie zgadzam się, że drugi sezon jest gorszy, czy też odbiega od pierwszego w jakiś rażący sposób.
To jest dokładnie ten sam poziom.

Uliana nadal gra na skrzypcach i ma problemy z byłym i rodziną profesora (oczywiście już jest po przeprosinach itp.), Olyia naiwna jak dziecko we mgle spotyka się z Tomkiem i sprząta u Nowakowej, Polina szuka pomysłu na biznes, a Swietłana jest zajęta bogatym mecenasem.

Pojawiają się nowe lokacje, wątki i bohaterowie.

Prochu tutaj nikt jednak nie wymyśli.
A szkoda. Na przykładzie Drugiej szansy widać, że z przeciętnego serialu o bzdetach można zrobić coś niezłego.
Brak mi komedii, wzruszeń, osobowości. Czegoś nieokreślonego, co sprawia, że zwykła obyczajówka staje się “niezwykła”.

Pisałam o tym dwa lata temu będąc pewna, że Dziewczyny ze Lwowa upadną w podobny sposób jak serial o Mnichach i Buddystach.

Do obierania, czy prasowania jak znalazł. Nie wyszukuję wpadek, nie męczę się zerkając w ekran.
Szkoda ;)

Czekam na objawienie. A chociażby jakiś ważny moment.
Aktorsko jest naprawdę przyzwoicie.
Za półmetek 2 bobry. A nawet 2,5.
Cóż tu więcej napisać?