Mam spore zaległości w ocenie Dziewczyn.

Poniżej przedstawię kilka plusów i kilka minusów - bo mimo całej sympatii do nowej produkcji TVP1 uważam, że nie jest to fenomen na miarę Ranczo :)

Cieszę się, że w obsadzie pojawiło się sporo “nieogranych twarzy”. Aktorki wypadają bardzo naturalnie, a grane przez nie bohaterki da się lubić.

Im więcej wątków pobocznych - tym lepiej. Mam nadzieję, że w kolejnym, zamówionym już sezonie pojawią się nowi bohaterowie.

Dziewczyny ze Lwowa oglądałam online. Nie czekałam z niecierpliwością na nowe odcinki, bywały tygodnie, że zupełnie zapominałam o tej produkcji.
Jeśli miałabym określi cały sezon jednym słowem, to byłoby to: “Sympatyczny”. Tyle i aż tyle.

Gdyby ktoś chciałby nakręcić film o starszym profesorze, który szkoli młodą Ukrainkę w grze na skrzypcach i zatrudniły do głównej roli np. takiego Jacka Nicholsona… to mógłby być hit ;)
Jednak oglądanie jak skrzypaczka przez dziesięć epizodów stara się sprostać wysokim wymaganiom nauczyciela…NUDA. To nie był mój ulubiony wątek mimo całej sympatii do Stanisława Brejdyganta.

Swietłana ostatecznie dopięła celu. Bogaty mecenas stracił dla niej głowę. Uważam, że Pan Stelmaszyk był w swojej roli uroczy.

Polina była sprzątaczką idealną, jednak okazało się, że kobieta ma “smykałkę” do robienia interesów.
Ostatecznie rozpoczęła przemyt dziecięcych ubranek.
Nie ukrywam, że energiczna Polina to mój ulubiony wątek. Dziwię się, że scenarzysta wkręcił ją w kłopoty ;)
O ile jestem w stanie zrozumieć sprzedaż ciuchów bez faktur i tym podobnych głupot, to nie wyobrażam sobie, że siostra mecenasa - przedsiębiorca od wielu lat - mogła pozwolić sobie na podobne zachowanie.
Przecież musi kupić określoną ilość materiału i wypłacić pracownikom określoną ilość pieniędzy - a gotowy towar znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Kontrola z Urzędu na 100% ;)

Olya to taka chodząca naiwność. Dobre dziewczę, chociaż głupie.
Zakochana do nieprzytomności w ukraińskim grajku pozwoliła się wywieźć do Polski, aby zarabiać dla narzeczonego pieniądze. I już kilka odcinków później kotłowała się w pościeli z sąsiadem, którego ledwie znała.
Ot i taka wielka miłość ;)

Gdyby trzynaście epizodów poskładać w dość ciekawy serial obyczajowy, to cała akcja zabrałaby może 3 godziny?
Bywały momenty, w których nie miałam pojęcia po co marnować taśmę filmową i czas widowni.

Na plus Pan Dziędziel jako opiekuńczy duch dziewczyn i nauczyciel młodego pokolenia. Podobały mi się również rozmowy kobiet o sytuacji na Ukrainie (Majdan).

Tak jak pisałam na wstępie nie był to serial wybitny, a akcja odrobinę się wlokła (jeśli mówimy o jakiejkolwiek akcji ;). Nie mam jednak nic przeciwko drugiemu sezonowi - serial ma większy potencjał niż np.”Dom na Rozlewiskiem).
2,5 bobra będzie dobrą oceną.