Są pewne opóźnienia, które obiecuję nadrobić. Oczywiście nie zajmę się wszystkimi tematami. Być może bardziej postawię na produkcje zagraniczne…
(Na Cichą noc do kina wybieram się już dwa tygodnie i serio nie mam jak dotrzeć).

W każdym razie: bądźcie pewni, że co jakiś czas pojawi się recenzja.
Dzisiaj kilka słów o drugim sezonie Dziewczyn ze Lwowa.

To jest jeden z seriali TVP1, które powstają, chociaż nikt nie wie “PO CO”.
Podobnie jak: Wojenne dziewczyny, Blondynka, czy Rozlewisko.
Oglądalność była naprawdę przeciętna, a już w porównaniu do Ranczo… Szkoda gadać.

Ważne, że jest jakiś scenariusz, jakakolwiek widownia, nie trzeba inwestować w nowości, promować ich, czy robić innych “głupot”.
Samograj pogra, wyciągnie 3 miliony, a szefostwo pochwali się, że “pokonało konkurencję”. Podobnie będzie z Blondynką, gdzie jak obstawiam “z braku laku” i po zakończeniu Masterchefa dojdzie jakieś 500 tysięcy ludzi.

Skupmy się jednak na fabule. Chociaż naprawdę nie ma na czym ;)
Dziewczyny ze Lwowa coraz lepiej radzą sobie w Warszawie.
Polina otworzyła ukraińską restaurację i ma chłopaka - policjanta. Uliana już nie ćwiczy u profesora, tylko wraz z Wikarym i Dudą grywa w klubie. Bo to lubi i w tym się spełnia.
Olyia z pomocą Tomka odpędziła od siebie jakieś śmieszne Służby specjalne, które nagrywały poczynania jej bogatych pracodawców, a Swietłana jest nadal z cudownym prawnikiem.  Dodatkowo znalazła swoje miejsce na ziemi - będzie organizować prace pielęgniarkom z rodzimego kraju (wyższe wykształcenie nadal nie zmobilizowało jej do szukania kolejnego zatrudnienia w zawodzie chemika. Bowiem została oszukana).

W rolach drugoplanowych mnóstwo fantastycznych aktorów.
Ogólnie to i nasze dziewczyny dobrze sobie radzą.
Ba!
Dają z siebie wszystko i to najmocniejszy punkt produkcji.

Tylko, że ich przygody są infantylne, a momentami po prostu głupie. I one w tym: też są głupie.
A przecież z takiej masy - naprawdę da się ulepić coś dobrego. Mamy profesjonalistów, niezłe plenery, nagłośnienie i tym podobne.
I tak się to wszystko rozłazi w palcach jak chińska bawełna po pierwszym praniu ;)

Już mnie nawet nie boli, że na Ukrainie (gdzie się często przemieszczamy) każdy mówi po polsku. Od babć, przez Panie na targowisku, kończąc na Urzędnikach państwowych.
Rozumiem, że to kwestia oszczędności. Nie trzeba jechać za granicę, a i napisy czy lektor mogą wkurzać potencjalnego widza 50+.

Drażni mnie opieszałość. Te wszystkie przygody można pomieścić w sześciu odcinkach. Reszta to wypełniacze, które wyłażą z każdej strony.
Nuda kochani.

Reżyser, który stoi za sukcesem Ranczo na pewno sam wie, że nie zrobił dobrego produktu.
Z drugiej jednakże strony - TVP1 lubuje się w niespiesznych klimatach, bez jakiegokolwiek pomysłu.

U mnie Dziewczyny idealnie wpasowały się w lukę potrzebną do obierania ziemniaków, prasowania, czy innych rzeczy, które trzeba zrobić w domu.

Jeśli mam mieszane uczucia to zadaje sobie kilka pytań.

1. Czy uważasz, że zmarnowałaś CZAS na Dziewczyny ze Lwowa?
Nie. Nic odkrywczego, jednak oglądało się nieźle.

2. Czy poleciłabyś serial znajomemu?
Nie. Na pewno nie. Mam za dużo INNYCH seriali do polecenia.

3. Czy czekasz na kolejną serię?

Nie. Jednak wiem, że takowa z pewnością powstanie i znowu zerknę.

I tak to właśnie wygląda :)
Z jednej strony nie mogę polecić z czystym sercem, a z drugiej oglądam i jestem na bieżąco z odcinkami.
Podliczając wszystko myślę, że 1,99 bobra to idealna ocena sezonu. Takie 2. Z przymrużeniem oka ;)