Premiera “Dziewczyn” była tak nieudana, że w zasadzie miałam odpuścić sobie serial na dobre.
Po drugim odcinku kręcę z niedowierzaniem głową - różnica pomiędzy epizodami jest ogromna i serial zaczyna mi się podobać!
I piszę to z pełną powagą.


Bohaterki rozpoczynają życie w Warszawie.
Podstawą jest praca - i chociaż wygląda to odrobinę niepoważnie to tak dokładnie prezentuje się bazarek w Piasecznie zwany również “targiem niewolników”.

To bieganie do samochodów, które dają robotę i nadzieję trwa od kilku lat. Wszystko na czarno bez gwarancji, że odbierze się wypracowane pieniądze.
Cieszę się, że przedstawiono to w sposób komediowy, a Polina wieziona na budowę pochwaliła się chorobą weneryczną ;)

Mnóstwo nowych, dobrze obsadzonych aktorów.
Zdecydowanie na plus Pan Stelmaszyk, nieświadomie rozkochiwany przez swoją pomoc domową.
Marta Lipińska jako zasadnicza przełożona, która wymaga badań lekarskich podobna do Michałowej. Mam wrażenie, że niebawem widzowie zobaczą jej nowe - bardziej ludzkie oblicze.
Pojawili się nowobogaccy właściciele willi (Segda i Grzymkowski) i schorowany fan muzyki poważnej (Stanisław Brejdygant), który jeszcze da popalić rodzinie.
W rolach trzecioplanowych mignęło kilka znanych nazwisk - Krzysztof Czeczot, Piotr Miazga, czy Michał Zieliński - jako fan sprzątania na golasa.

Perypetie sprzątaczek oglądało się naprawdę dobrze. Nie było zbędnych zapychaczy, a wątki układały się ciekawie.
Oczywiście nie jest to serial idealny. Kilka momentów zdecydowanie przerysowanych, aczkolwiek w porównaniu z pilotem (który wystraszył większość widowni) drugi odcinek był naprawdę przyzwoity.
Jestem pozytywnie zaskoczona.

Duży plus tradycyjnie za aktorstwo Pana Dziędziela.
3 bobry.