Cieszę się na każdą produkcję, która pojawia się w sezonach “martwych” ;)

Stacje dosłownie zasypują nas powtórkami, więc kiedy tylko pojawia się coś świeżego, to ma duże szanse na zostanie hitem (idealny przykład? A proszę bardzo - Project Lady).
Czy tak będzie z “Echem serca”?
Słów kilka poniżej, bowiem Spoilery.

Podchodziłam do tytułu trzykrotnie. I dzisiaj zmusiłam się, dotrwałam i nie zasnęłam.
Wiem. To moja wina, bowiem oglądam wieczorami ;)

O fabule: Wykształcona pani psycholog będzie walczyć z traumą, która spotkała personel pół roku wcześniej, a w międzyczasie uratuje kilka pojedynczych przypadków. Tak, jak to zrobiła w pilocie.

Streszczenie.
Pożar w kinie, kilkadziesiąt rannych osób, które trafiły do szpitala traci w nim życie. Przysięgam.
Blade fartuchy, przy jeszcze bledszym oświetleniu zostały mocno zabryzgane środkiem, przypominającym krew, a biegającym w panice lekarzom trup słał się gęsto.
Zerknijcie na ten niedorzeczny początek. Czegoś tak durnego już dawno nie widziałam. Na korytarzu kilka osób, szaleństwo Pawlickiego, a w retrospekcjach 43 zgony.
Mogliby chociaż zaprosić statystów do potwierdzenia wiarygodności ;)

Idealny moment na przypomnienie występu Jacka Braciaka u Wojewódzkiego. Tak wygląda BIEDA w polskiej produkcji.

Aktorsko przeciętnie, a momentami żenująco. Antoni Pawlicki w momencie wzburzenia jest karykaturalny. Sadowski smętny, a jego jedyną domeną jest dziwna/zła fryzura, Baar - Kochańska cichutka jak myszka i oczywiście z tajemnicą w CV.
Resztę zarejestrowałam.

Jest też szczęśliwa rodzina, wątek niebywale namiętnego romansu (to tarzanie się i zrzucanie ciuchów - no Wow!) i szpitalne wojny podjazdowe.
Na plus zaliczam dość realny poród. I to chyba tyle.

Julia Kamińska współtworzyła scenariusz, więc liczyłam na ciut więcej. Tylko w sumie… jakim prawem?
Nie spodziewajcie się żadnych wątków komediowych, a jakościowo musicie się nastawić na kapkę lepszy “paradokument”.
Oglądam dalej, chociaż nie wiem czy nie porzucę po kilku odsłonach.

Na dobry początek 2 bobry.