Długo wstrzymywałam się z  tym tytułem, tym bardziej, że “Emily Owens” ma słabe wyniki oglądalności i jak podaje tabela Spoiler.tv może zostać w każdej chwili wyrzucony z ramówki CW.
Dodatkowo nikt mi go szczególnie nie polecał, a napisy pojawiły się bardzo późno.
Wszyscy go krytykują i zdecydowanie każdy rozsądny “recenzent” seriali USA miesza ten tytuł z błotem.

Nastawiłam się jak na Off the Map - czyli zobaczę szybko, byleby mnie nie bolało. Okazało się, że da się tą produkcję oglądać, jest kilka ciekawych postaci i przede wszystkim całkiem udane wątki medyczne!

Mamie Gummer w tytułowej roli to udany wybór. Ciapowata bohaterka, nieszczęśliwie zakochana w swoim przyjacielu ze studiów, okazuje się empatyczną i całkiem przyzwoitą lekarką.

Oczywiście po dobrych serialach medycznych, a mówię tutaj m.in. o: Ostrym dyżurze, Dr House, Chirurgach itp. nowa produkcja to popłuczyna, bo wszystko już było i wszystko już widzieliśmy.

Nie jest to nic odkrywczego - zdaję sobie z tego sprawę. Większość akcji dzieje się w szpitalu, gdzie rezydenci kalka w kalkę z innych seriali zmagają się z przypadkami i starają się pomóc pacjentom.

Ale z drugiej strony, po zaledwie trzech odcinkach uważam, że “Emily Owens M.D.” to z pewnością nie jest najgorszy serial z nowości, które pokazały się w USA i da się go oglądać.

Zerknijcie sami aby wyrobić sobie opinie.
Moim zdaniem ten serial nie zasługuje na komplet bobrów ale byłoby niesprawiedliwe, gdybym zupełnie go ominęła w recenzjach.

2,5 bobra. I to po trzech odcinkach.